Strona główna    Kontakt z Redakcją NFA    Logowanie  
Szukaj:

Menu główne
Aktualności:
Gorący temat
Wydarzenia
Książki, recenzje
Ogłoszenia
Archiwum
Bibliografia NFA

Władze Fundacji NFA
Cele Fundacji NFA
Co warto wiedzieć o NFA
Formy aktywności NFA
NFA w mediach
NFA w opiniach
Jak wspierać NFA
Informacje

Linki

Rekomenduj nas
Redakcja
Kontakt z Redakcją
Artykuły
Nowości
Europejska Karta     Naukowca
Patologie środowiska     akademickiego
Oszustwa naukowców
Mobbing w środowisku     akademickim
Etyka w nauce i edukacji
Debata nad Ustawą o     Szkolnictwie Wyższym
Perspektywy nauki i     szkolnictwa wyższego
Czarna Księga     Komunizmu w Nauce i     Edukacji

Wszystkie kategorie
Inne
Reforma Kudryckiej
Postulaty NFA
Reformy systemu nauki
WHISTLEBLOWING
NFA jako WATCHDOG
NFA jako Think tank
Granty European Research Council
Programy,projekty
Polonia akademicka
Kij w mrowisko
Przez khmary okulary
Rankingi
Kariera naukowa
Finanse a nauka
Poradnik dla doktoranta
Sprawy studentów
Jakość kształcenia
Społeczeństwo wiedzy
Prasa zagraniczna o nauce w Polsce i UE
Tytułologia stosowana
Cytaty, humor
Listy
Varia
ZNAK dla NFA
Lustracja w nauce i edukacji
Bibliografia NFA - chronologicznie
Subskrypcja
Informacje o nowościach na twój e-mail!
Wpisz swój e-mail i naciśnij ENTER.

Najczęściej czytane
Mobbing uczelniany
Tajne teczki UJ, ...
Darmowy program a...
Stanowisko NIEZAL...
Amerykańska konku...
Jasełka akademick...
Inna prawda o ucz...
Powracająca fala ...
O nauce instytucj...
Urodzaj na Akadem...
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Strefa NFA
Statystyki

użytkowników: 0
gości na stronie: 9


Polecamy
Polski Cyrk Naukowy
(strona archiwalna)


Ranking Światowych Uczelni 2009







Komentarze do "GORĄCY TEMAT Jasełka akademickie z Rektorem UW w roli Heroda"

Prof. Pozorant, czyli przebijmy nadęty balon - 2006-10-13 14:40:33
Prof. Pozorant, czyli przebijmy nadęty balon zakłamania http://www.zieloni.org.pl/foru m.php?page=23&cmd=show& ;id=7081&category=19 Reakcja prof. Piotra Węgleńskiego ('Huzia na uczelnie') mieści się w gatunku postkomunistycznych polemik typu 'Towarzysze! Biją naszych! Dokopmy im - krytykom!'.
autor: ~nfa

Niekompetencja kompetentnych - 2005-02-08 11:39:23
Józef Wieczorek 8.02.2004 www.geo-jwieczorek.ans.pl jozef.wieczorek@interia.pl Zastępca Redaktora Naczelnego 'Gazety Wyborczej' p. Helena Łuczywo ul. Czerska 8/10 00-732 Warszawa Uprzejmie informuję, że otrzymałem dokumentację będącą w posiadaniu władz UW a dotyczącą mojej osoby. Bardzo dziękuję BiP UW za tą dokumentację, jako że ' Załącznika nr 1 do protokołu Senatu UJ z dnia 24,11.2004' nie otrzymałem od władz UJ -mojego krzywdziciela pierwotnego, a tylko drogą pośrednią przez mojego krzywdziciela 'wtórnego'. Jest to niezbity dowód na łamanie Konstytucji III RP przez władze UJ .Konstytucja mówi art.51 ust.3 'Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych' a tu mamy do czynienia z przypadkiem, że łatwy dostęp do informacji ma tylko strona krzywdząca, a nie ma pokrzywdzona. Takich dokumentów różne ciała kolegialne UJ wytworzyły zapewne wiele (o niektórych wiem) ale ze strony UJ nie miałem dostępu do żadnego z nich a jedynie do przetrzebionej mojej teczki personalnej, z której na mocy prawa 1983 r. Usunięto m.in. Raport Rzecznika Dyscyplinarnego (wraz z całym pakietem dokumentów) korzystny dla mnie (stwierdzający moją szczególną komepetencję do pracy na uczelni) a niekorzystny dla UJ o czym oczywiście w swej dezinformacji SENAT UJ nie podaje. W sposób oczywisty nadesłana dokumentacja (zapewne otrzymana w ramach bratniej pomocy z dużym opóźnieniem, po wydrukowaniu szkalującego mnie tekstu) nie stanowi dowodu na zasadność podania czytelnikom GW informacji, że 'dr Józef Wieczorek, adiunkt UJ usunięty z tej uczelni (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencję'. Rektor UW do tej pory nie uzasadnił na czym ta niekompetencja miałaby polegać i przez kogo została udowodniona. To, że zostałem z UJ usunięty po oskarżeniu mnie o rzekomo negatywne oddziaływanie na młodzież akademicką jest faktem mi znanym i nigdy go nie ukrywałem (np. www.geo-jwieczorek.ans.pl). Władze UJ do dnia dzisiejszego nie przedstawiły mi merytorycznego uzasadnienia postawionych zarzutów przez anonimową do dnia dzisiejszego komisję. Opinia Rzecznika Dyscyplinarnego była całkiem odwrotna co przytaczam w tekście ' Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda' i dlatego ją zaaresztowano, podobnie jak wyłączono z mojej teczki personalnej wiele dokumentów niewygodnych dla UJ, a do innych dokumentów wytworzonych przez ciała kolegialne UJ dostępu nigdy nie miałem. Podawanie - w załączniku Senatu UJ - ciurkiem moich procesów bez podania kontekstu jest oczywistą manipulacją a rozpowszechnianie tego załącznika wśród moich krzywdzicieli jak sądzę stanowi naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych. (procesy nie mają żadnego związku z informacją o niekompetencji!). Jak przetestowałem takie podanie informacji sprawia wrażenie, że to Komisja Pojednawcza i sądy pracy potwierdziły zasadność merytoryczną negatywnej oceny, a tak nie było. Informacja prawdziwa winna brzmieć: 'ani Komisja Pojednawcza ani sądy pracy nie byly kompetentne do tego aby przywrócić mnie do pracy'. To by była odpowiednia informacja na okazję udokumentowania niekompetencji sądów i komisji, a nie mojej ! Komisja pojednawcza nie mogła mnie przywrócić bo nie było pojednania ze strony władz UJ, które dodatkowo pomówiły mnie o podszywanie się pod Solidarność ( to tak przy okazji krzywdzenia osób teczkami ; w tym przypadku nikogo to nie obchodzi bo krzywdzicielem były władze UJ!) a ponadto stwierdziły szczególną moją kompetencję do 'zmieniania kierowników jak rękawiczki! (sic!) Sądy pracy stwierdzały jedynie, że na mocy ówczesnego prawa ( 1982 r.!) można było mnie usunąć z UJ bez możliwości odwoływania się wówczas do sądu i ocenić tak jak anonimowe komisje miały ochotę, niezależnie od faktów, bez konieczności merytorycznego uzasadniania oceny ! a ponadto uzasadniały 'nie jest rzeczą sądu zarządzanie dochodzeń w celu wyjaśnienia twierdzeń stron'. - żadnego stwierdzenia czy potwierdzenia mojej niekompetencji! Sprawa po 11 latach zgodnie z polskim prawem była przedawniona ( w taki przypadku sąd nie może przywrócić do pracy na mocy obecnego prawa o czym wie chyba każdy student prawa ) a została złożona do polskich sądów jedynie po to aby mieć otwartą drogę do Trybunału w Strasburgu! w czym spełniła swoją rolę. Jak widac granie teczkami uczelnianymi jest nie mniej krzywdzące dla nauczycieli akademickich niż granie teczkami esbeckimi. Teczki akademickie nie są dostępne dla pokrzywdzonych, ale są dostępne dla krzywdzących i używane do niszczenia osób niewygodnych jeśli do tej pory nie zeszli z tego świata a tylko zostali usunięci z zawodu nauczyciela akademickiego metodami gorszymi od esbeckich - nie podlegającymi sądom, ani ustawie o IPN! Skoro Gazeta Wyborcza rzekomo występująca w obronie krzywdzonych, a w rzeczywistości jak wskazuje mój przypadek bierze udział w dalszym krzywdzeniu niewygodnych osób pokrzywdzonych przez aparat uczelniany w czasach komunistycznych, to część tego odium spada na Redakcję Gazety. Przedstawiona dokumentacja ma mniej więcej takie znaczenie dla uzasadnienia twierdzenia, ze zostalem usunięty za niekompetencję jak lista Wildsteina dla udokumentowania, że ktoś był ubekiem (czy TW). Jeśli władze UJ czy UW uważają, że ktoś kto wykładał kilka przedmiotów, których zatrudnieni na etatach 'profesorowie' nie byli w stanie wyłożyć, kto uformował znacznie większą ilość magistrantów na pracowników nauki niż którykolwiek z etatowych 'kompetentnych' profesorów mojego instytutu - był niekompetentny do pracy na uczelni, to tylko sobie wystawiają ocenę jako niekompetentnych do sprawowania władzy w jednostkach naukowych. Nie bez przyczyny prawda jest aresztowana i zamykana w tajnych teczkach niedostępnych dla pokrzywdzonego. Opinia rady naukowej Instytutu Nauk Geologicznych z wiosny 1980 r. była dla mnie w samych superlatywach i byłem określany jako samodzielny pracownik naukowy bo takim byłem. Opinia zmieniła się dopiero po wypowiedzeniu wojny narodowi polskiemu przez Jaruzelskiego. Tajne teczki UJ winny być ujawnione dla poszkodowanych a 'GW' zamiast użyczania swoich łam dla szkalowania pokrzywdzonych winna przeprowadzić śledztwo dziennikarskie i rzetelnie opisywać jak się walczy teczkami akademickimi w celu dalszego niszczenia osób ujawniających patologie uczelniane. Józef Wieczorek Do wiadomości: Rektor UW Piotr Węgleński, Biuro Informacji i Promocji UW
autor: ~Józef Wieczorek

Prof. Węgleński próbuje się usprawiedliw - 2005-02-05 11:27:51
Nie da się ukryć, że JM Rektor UW Piotr Węgleński się ośmieszył swoim artykułem w GW tuż przed świętami. Szczególnie gdy wyszło na jaw, że osoba któa wyleciała z UJ - jak napisał - za niekompetentcję okazała się absolwentem UW. I jeszcze, gdy za tym wszystkim stoi prawo stanu wojennego i ówczesne rozstrzygnięcia i zachowania, które, pechowo dla Rektora UW, znalazły się na początku tego roku w głownym nurcie debaty publicznej w Polsce, a teraz w zasadzie ją zdominowały. Więc tym listem, który wiadomo było że Pan, jak wszystko co dotyczy jego sprawy, upubliczni, profesura UW próbuje odzyskać choć trochę twarz. Nie stać ich na to, żeby powiedzieć "Przeprazamy!". Tak jak i Gazety Wyborczej. Żenujące to wszystko.
autor: itakdalej

Bratnia pomoc dla Rekora UW - 2005-02-05 11:03:08
Władze UW jak zostałem poinformowany pismem z dnia 26.01.2005 (Biuro Informacji i promocji UW) posiadają dokumentację dotyczącą mojej osoby - zal. nr 1 do protokołu Senatu UJ z dnia 24.11.2004 otrzymaną zapewne w ramach bratniej pomocy. Ta informacja swiadczy , ze moja sprawa byla omawiana na senacie UJ o czym nie zostalem oczywiście poinformowany przez UJ ani nie otrzymalem zadnego pisma, zadnego zalacznika do protokołu co otrzymał Rektor UW.Konstytucja jasno mowi art.51 ust.3 'Każdy ma prawo dostępu do dotyczących go urzędowych dokumentów i zbiorów danych' Okazuje się, że w praktyce dostęp taki maja krzywdziciele, ale nie pokrzywdzeni. Do protokołu Senatu UJ otrzymałem dostęp drogą okrężną od krzywdziciela wtórnego -władz UW dzieki mojemu wybiegowi. Takich dokumentow w moich sprawach Senat i inne ciała kolegialne ( Rada Wydziału BiNoZ, Rada Instytutu ING UJ, POP PZPR i in) musiano wytwarzać wiele ( o niektórych wiem) ale dostępu do nich nie mam. Skoro do pewnych informacji ma rektor UW a można z tego sądzić, że do innych podobnych dokumentów w moich sprawach mają także inni - ale nie ja. Czy to nie łamie Konstytucji ? Rzecznik Praw Obywatelskich i zarazem podwładny Rektora UJ, który winien '2. Rzecznik Praw Obywatelskich, zwany dalej Rzecznikiem, stoi na straży wolności i praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji oraz w innych aktach normatywnych' umywa ręce, godnie nawiązując do tradycji sprzed 2 tysięcy lat. Informacja poprzez zestawienie ciurkiem danych o negatywnej ocenie mojej pracy ( bez podania że chodziło o negatywne oddziaływanie na młodzież co mam w dokumentach - oczywiście bez udokumetowania na czym to oddziaływanie miało polegać) i decyzji Społecznej Komisji Pojednawczej (po udokumetowaniu braku pojednania ze strony UJ i pomówieniu mnie o podszywanie się pod Solidarnośc !!!) oraz sądów pracy ( po przedawnieniu sprawy po 11 latach od usunięcia mnie z uczelni, bez przesłuchania ani 1 świadka itd itp) bez podania że te instancje nie miały kompetencji aby przewrócić mnie do pracy jest oczywistą manipulacją. Brak jakiejkolwiek wzmianki o tajnych teczkach UJ wyłączonych na mocy 'prawa' 1983 r. Pokrzywdzeni mają szansę dostępu do teczek SB ale nie do tajnych teczkek uczelnianych w których gromadzono na nich dokumenty. Informacje jawne dotyczące mojej osoby podaję na stronie www.geo-jwieczorek.ans.pl
autor: ~Józef Wieczorek

Rada EtykI Mediów - 2005-02-05 10:08:21
Rada Etyki Mediów w piśmie z dnia 31.02. 2005 do GW napisala m.in ' Zdaniem Rady wskazany fragment tekstu jest obraźliwy dla p. doc. Wieczorka, a jesli zawiera nieprawde winno to byc wyjaśnione na lamach 'Gazety', tym bardziej, że w całym długim artykule, pelnym powolań na publikacje róznych mediow, tylko p. Wieczorek został wymieniony z imienia i nazwiska jako postać negatywna. " PS. Nazwanie mnie przez REM doc. nie uważam za obraźliwe a za zwykła pomyłką.
autor: ~Józef Wieczorek

W odpowiedzi na pismo Redakcji Gazety Wy - 2005-02-02 16:49:10
W odpowiedzi na pismo Redakcji Gazety Wyborczej w sprawie personalnego ataku Rektora UW http://www.nauka-edukacja.p4u. pl/infopage.php?id=9 Kraków, 27.01.2005 Józef Wieczorek ul. Smoluchowskiego 4/1 30-069 Kraków Gazeta Wyborcza Redakcja Redaktor Naczelny - Adam Michnik ul. Czerska 8/10 00-732 Warszawa Szanowna Redakcjo, W odpowiedzi na pismo z dnia 17 stycznia 2005 r. podpisanego przez zastępcę sekretarza redakcji Gazety Wyborczej Dariusza Fedora stwierdzam co następuje: - Moje pisma związane z tekstem zamieszczonym w dniu 23.12.2004 r. w Gazecie Wyborczej pod tytułem 'Huzia na uczelnie ' i w wydaniu internetowym Gazety Wyborczej z dnia 22.12.2004 pod tytułem ' Czy naprawdę szkoły przekrętów' przesyłałem do Redakcji GW nie tylko z wykorzystaniem poczty elektronicznej, ale także zwykłą pocztą (list polecony nr 5179 z dnia 30.12.2004, Kraków 61) w związku z brakiem reakcji ze strony redakcji GW. Gdyby była należyta reakcja Redakcji pisma nie byłyby 'rozliczne' a co najwyżej nieliczne. Moje kilkakrotne zapytania dotyczące przesłanej polemiki 'Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda' były związane z milczeniem Redakcji w tej sprawie a następnie ze sprzecznymi informacjami ze strony Redakcji. Moje pytania były spowodowe oczywistym zainteresowaniem autora nadesłanego tekstu o jego losy. Pytania nie miały wywoływać skutków prawnych a jedynie odruch przyzwoitości, jako że każdemu pokrzywdzonemu przez podanie nieprawdziwych informacji przysługuje prawo do polemiki. Skoro w liście z 12.01,.2005 jasno piszę: "Domagam się przedstawienia na łamach Gazety Wyborczej rzetelnych informacji > o mojej osobie. W moim przekonaniu zarówno prof. Węgleński, jak i Redakcja > Gazety Wyborczej narusza zasady KARTY ETYCZNEJ MEDIÓW - Zasadę prawdy, > zasadę obiektywizmu,zasadę uczciwości, zasadę szacunku i tolerancji, zasadę > pierwszeństwa dobra odbiorcy, zasadę wolności i odpowiedzialności" to jasne jest , że twierdzenie przedstawione w liście od Redakcji z dnia 17.01.2005 ," Bezspornym jest, że wniosku o zamieszczenie sprostowania lub odpowiedzi prasowej, w odniesieniu do wskazanego wyżej materiału, nigdy Pan nie składał. Jedynym wnioskiem był wniosek o zamieszczenie obszernej polemiki' jest niezgodne z prawdą. Zaznaczam, że zwracałem się również do autora tekstu -Piotra Węgleńskiego (list polecony nr 51 78 a dnia 30.12.2005, Krakow 61) o przedstawienie dokumentów, które by go upoważniały do przedstawienia takich informacji Czytelnikom GW, ale do dnia dzisiejszego, żadnej odpowiedzi nie otrzymałem. Rozumiem, że żadnych dowodów na potwierdzenie swoich 'informacji' autor nie posiada. Jeszcze w dniu 18 stycznia 2005 r. ( czyli po dacie 17 stycznia 2005 r. jaką nosi pismo zastępcy sekretarza redakcji Gazety Wyborczej Dariusza Fedora ) otrzymalem e-mailem informację: ----- Original Message ----- From: "Marek Beylin" <marek.beylin@agora.pl> To: "J.Wieczorek" <jozef.wieczorek@interia.pl > Sent: Tuesday, January 18, 2005 10:39 AM Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw: sprawa artykułu Czy naprawdę szkoł y przekręt ów > Szanowny Panie, opublikujemy Pańska wypowiedź, ale najpierw Pański > ostatni list przekażemy autorowi . > Z poważaniem > Marek Beylin która sama w sobie stanowi zaprzeczenie tego co napisano w liście z dnia 17.01.2005r. Kolejny e-mail z 26.01.2005 informuje mnie : ----- Original Message ----- From: "Marek Beylin" <marek.beylin@agora.pl> To: "J.Wieczorek" <jozef.wieczorek@interia.pl > Sent: Wednesday, January 26, 2005 6:55 PM Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw: sprawa artykułu Czy naprawdę szk oł y przekręt ów > Szanowny Panie > Czekamy na odp pana Wegleńskiego, myslę, że w przyszłym tygodniu > opublikujemy Pańska i jego wypowiedź > Z poważaniem > Marek Beylin W nawiązaniu do końcowej treści pisma z dnia 17.01.2005 stwierdzam, że sprawę nie uważam za dostatecznie wyjaśnioną ani za zamkniętą. Na mocy USTAWz dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.(Dziennik Ustaw z 7 lutego 1984 r.) art. 12 i art. 31 oraz zgodnie z Kartą Etyczną Mediów która m.in. mówi, że dziennikarze, wydawcy, producenci i nadawcy dokładają wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceń relacjonują fakty w ich właściwym kontekście, a w razie rozpowszechnienia błędnej informacji niezwłocznie dokonują sprostowania domagam się zamieszczenia na łamach GW sprostowania następującej treści 'W tekście Piotra Wegleńskiego zamieszczonym w dniu 23.12.2004 r. w Gazecie Wyborczej pod tytułem ' Huzia na uczelnie ' i w wydaniu internetowym Gazety Wyborczej z dnia 22.12.2004 pod tytulem ' Czy naprawdę szkoły przekrętów' znalazły się nieprawdzie informacje dotyczące Józefa Wieczorka. Nieprawdą jest, że Józef Wieczorek został usunięty z UJ (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencje, jak i nieprawdą jest, że prowadzi z pomocą dziennikarzy prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim. Redakcja GW nie posiada i nie otrzymała od autora tych 'informacji' żadnych dokumentów, które by upoważniały do przedstawienia takiej treści czytelnikom GW. Redakcja przeprasza Józefa Wieczorka i PT Czytelników Gazety Wyborczej, którzy poczuli się oburzeni nieuzasadnioną wypowiedzią Rektora UW. Redakcja dołoży wszelkich starań aby nie zamieszczać w przyszłosci tekstów, które nie są zgodne z prawdą materialną.' Z poważaniem i oczekiwaniem na zamieszczenie sprostowania Józef Wieczorek PS. Pismo przesłałem jednocześnie listem poleconym nr.40117 (Kraków 8 ) i powiadamiam o tym Radę Etyki Mediów z prośbą o rozpatrzenie niniejszej sprawy UWAGA : Do dnia dzisiejszego brak odpowiedzi jw
autor: ~Józef Wieczorek

panegiryk Ciemerych/Weglenski - 2005-01-29 12:13:56
podaje link do mojego komentarza do artykulu MA Ciemerych http://forum.gazeta.pl/forum/7 2,2.html?f=32&w=19899524&a mp;a=20007638 dodam, ze jest LAUREATKA konkursu Polityki "Zostancie z nami", tego samego, ktorego DWOCH laureatow zrezygnowalo z pracy na uczelni z powodu patologii nauki polskiej - o tym GW w imie "obiektywnosci" oczywiscie nie wspomina http://polityka.onet.pl/artyku l.asp?DB=162&ITEM=1159258& amp;MP=2 Przychylam sie do opinii khmary, ze tekst wyglada na "pisany na zamowienie" - GW kolejny raz sie niestety skompromitowala brakiem obiektywnosci. Tyle, ze jest tak zle, ze nawet w "panegirykach" mozna sie doczytac, ze "cos jest nie tak"
autor: ~itd

Jasełek akademickich c. d. - 2005-01-26 22:48:13
W Gazecie Wyborczej ukazał się panegiryk niejakiej Marii Anny Ciemerych-Litwinienko sławiący zalety pracy na Wydziale Biologii UW. http://serwisy.gazeta.pl/nauka /1,34148,2513044.html Warto zauważyć, że jest to ten sam wydział, pracownikiem którego jest rektor Węgleński. Czyżby autorka otrzymała polecenie służbowe wykazania niesłuszności zarzutów wszelkiej maści krytyków obecnych porządków w nauce polskiej? Stare, sprawdzone metody partyjnej roboty jak zwykle niezawodne...
autor: khmara

Gazeta Wyborcza trzyma z profesurą - 2005-01-18 00:26:02
Gazeta Wyborcza prawdopodobnie nie ma wątpliwości, że, jak to celnie ujął prof. Węgleński w swoim niezapomnianym artykule, dr Józef Wieczorek to: 'adiunkt UJ usunięty z tej uczelni (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencję', 'który nie odniósł sukcesu naukowego, a dziś odreagowuje swe frustracje, oczerniając uczelnie i swoich kolegów'. Dlatego nie udostępnia mu swoich łamów. Na Stronie głównej portalu NFA, na samej górze, pośrodku (jako Gorący temat) można przeczytać: 'Niestety z tekstem tym [tzn. artykułem prof. Węgleńskiego] nie można polemizować na łamach papierowego wydania GW i mój tekst pod tytułem 'Jasełka akademickie z rektorem UW w roli Heroda' nie ukazał się, podobnie jak tekst jednego z dziennkarzy uzasadniający niestosowność wypowiedzi Rektora. ' Czyli jest Pan jednak naiwny...
autor: itakdalej

Huzia na Wieczorka! - 2005-01-17 20:57:43
Huzia na Wieczorka! czyli Czy naprawdę o przekręty chodzi Od dawna chciałem napisać sensowny, uporządkowany artykuł o feudalizmie w nauce i edukacji w Polsce, ale jakoś nigdy nie miałem na to czasu. Sprawa artykułu Rektora Węgleńskiego trochę mnie pogoniła. Wspomnianego artykułu chyba już nie napiszę. Chciałbym się tylko podzielić kilkoma uwagami na marginesie dyskusji o artykule Huzia na uczelnie. Jest to kilka luźnych, nieuporządkowanych spostrzeżeń, które nasunęły mi się po obserwacji reakcji środowiska na to wydarzenie. Historię artykułu prof. Węgleńskiego obserwuję dość pobieżnie. Nie mam dużo czasu. Artykuł oceniony został właściwie jednoznacznie i niczego nowego do tej oceny nie dorzucę. Myślę jednak, że ten akurat artykuł jest w jakimś sensie przełomowy. Obawiam się, że wiele spraw nie będzie już nigdy wyglądać tak, jak przed 22 grudnia. Pokazuje on z jednej strony prawdziwe oblicze pouczającej wszystkich górki;, z drugiej obnaża wiele interesujących cech środowiska, które zwykliśmy nazywać naukowym. Od opublikowania artykułu minęło ponad 20 dni. Jedyną reakcją jest trochę wypowiedzi na jednym forum dyskusyjnym GW i (coraz lepszym ; oby tak dalej) portalu NFA. Ta cisza jest symptomatyczna. Nie dlatego, że oto wszyscy zmówili się, aby utopić sprawę, ale dlatego, że jesteśmy jako środowisko zatomizowani. Jest kilka chwalebnych wyjątków, ale właściwie wszystkich znam z wcześniejszych dyskusji na forum GW. Jest bardzo uczciwa wypowiedź prof. Turskiego we Wprost, ale ten głos jest po stronie profesorskiej JEDYNY (ja innego nie znam; poprawcie Państwo jeśli się mylę). Nie wiem czy dr Wieczorek napisał jakąś replikę do Wyborczej z Jego artykułu nie potrafiłem tego jasno wyczytać. Być może czytałem nieuważnie. To pytanie wydaje mi się bardzo ważne, bo reakcja GW byłaby tu pewnego rodzaju papierkiem lakmusowym;. Wyraźna, jasna, odmowa opublikowania repliki pokazywałaby w tej sytuacji jasno gdzie jesteśmy. Właściwie to nie jest to sprawa Wieczorka, a stosunków w nauce w Polsce. O pustosłowiu tzw. Kodeksów Etyki w Nauce napisano już wystarczająco dużo i nie ma sensu tego powtarzać. O etyce dziennikarskiej (jeśli Wieczorek napisał do GW) w tym przypadku nie mówi nikt. Ja chętnie dowiedziałbym się też się czy GW zwróciła się do Wieczorka z propozycją napisania odpowiedzi na, bądź co bądź publiczną (to chyba druga ze względu na nakład gazeta w Polsce) wypowiedź, która szkodziła Jego dobremu imieniu. Być może niektórzy z nas uznają to zdanie za kiepski żart i powiedzą, że jestem naiwny. Ja wolę być naiwny niż zniechęcony. Wolę tez być naiwnym niż być draniem. Wracając jednak do rzeczy. Na pewno wielu z nas zwyczajnie boi się pisać, nawet anonimowo. Nie potępiam nikogo, bo sam też się nie podpisuję. Ale pracowników uczelni jest w Polsce kilkadziesiąt tysięcy i trudno uwierzyć, że boją się wszyscy. Nie mają powodów do obaw emeryci. Nie musza się bać profesorowie. Nie mają też powodów do strachu ci, którzy z uczelni odeszli. To nie jest tylko strach. To obojętność i brak wyobraźni. Może również brak informacji o tym, co się w istotnych dla środowiska sprawach dzieje. Na pewno też powszechny brak czasu. Jest chyba jednak jeszcze jakaś durna tradycja polegająca na powszechnej akceptacji hermetyczności środowiska nauki i szkół wyższych. Ja nie potrafię tego jasno wyrazić, ale my tak bardzo przyzwyczailiśmy się do ;prania brudów w własnym domu, że inaczej nie potrafimy. Tymczasem wygląda na to, że środowisko utraciło chyba nawet znacznie wcześniej ; możliwość samooczyszczenia i to, co uważane było kiedyś za cnotę, dziś stało się najcięższym naszym grzechem. Szczególnie przeraża postawa gremiów i pojedynczych osób związanych w jakimś sensie z nauczaniem etyki, filozofii czy innych ;społecznych nauk. Ja ciekaw jestem jak ludzie ci będą opowiadać studentom o wartościach przeróżnych, godności człowieka i podobnych bredniach. Co zrobią, gdy jakiś zagubiony student zapyta o postawę w stanie wojennym i wewnętrznej emigracji? A jak o tym, że nie dostrzegli artykułu prof. Węgleńskiego? Główną winą Wieczorka nie jest wcale ani wskazywanie nadużyć, ani - co mu się imputuje - podważanie autorytetów ani też odgrywanie się na asach stanu wojennego przez robienie szumu w mediach. Inni też to robią. Czasami nawet ostrzej. Winą Wieczorka jest próba obudzenia czegoś na kształt poczucia wartości w ludziach, których system tego poczucia pozbawia. Ja nie twierdzę, że jest to zawsze dobre (demokracji bez tego jednak nie ma). Problem w tym, że często jest, bo bywa i tak, że głupi, ale ustawiony szef niszczy podwładnego. Często z przyczyn osobistych (bywa, że boi się konkurencji) hamuje jego jaki to się ładnie mówi rozwój naukowy, ale głównie wychowuje go do bycia takim draniem jak on sam. I to jest najgorsze, bo zabija nadzieje na poprawę. Człowiek trzymany przez lata w sytuacji poniżania sam będzie potem podobnie traktował innych. I koło się zamyka. Pogląd, że same, najgłębsze nawet, reformy robione przez takich ludzi cokolwiek dadzą, to utopia. Ja przez długi czas uważałem, że prof. Turski ma kwalifikacje inkwizytora. Dziś widzę, że jest to wyjątkowo łagodny człowiek. Co gorsza zupełnie niezwiązany zawodowo z żadnym nauczaniem etyki fizyk. Na razie Turski robi za biblijnego Lota (nie dlatego, że ucieka, ale dlatego, że jedyny), ale może i tu coś się zmieni. Wieczorek i Turski będąc - jak zrozumiałem - przeciwnikami w dziedzinie propozycji sposobów naprawy tego co jest, są jednak zgodni co do tego, że naprawiać trzeba. I że nie chodzi o zmiany kosmetyczne, ale zasadnicze. Zgadzają się też chyba w tym, że zmiana ta obejmować powinna zmianę zbiorowej mentalności środowiska poprzez wymianę jego elit. I tu upatrywałbym jakąś szansę. Obaj robią bardzo dobrą robotę. Oby się nie wypalili. Mnie się wydaje, że takie głosy jak Wieczorka czy Turskiego są trochę za słabo słyszalne. To dobrze, że na tym portalu ludzie zabierają głos, coś piszą, dyskutują czy choćby skarżą się na doznane krzywdy. Lepiej tu niż wcale. Ale ten, znakomity zresztą, portal nie jest i chyba długo jeszcze nie będzie poza środowiskiem znany, a zamykanie problematyki do grona ludzi związanych z nauką czy edukacją jest pozbawione sensu. Tu wszyscy sytuację znają, a niektórzy nawet uwierzyli w swój geniusz i naturalność posiadanych praw. W żadną dyskusję wciągnąć się nie dadzą, a takich jak Wieczorek widzieć będą zawsze jako szkodników psujących efekty ich ciężkiej pracy. O tym, że władza demoralizuje wiedzieli już Rzymianie. Nie oznacza to jednak, że wie o tym człowiek, który naszą naukę i edukacje utrzymuje ani głosujący nad prawem o szkolnictwie wyższym poseł. Ludzie są bierni i takimi chyba pozostaną. Nikt nie lubi, gdy inny człowiek burzy mu jego obraz świata albo tylko zmusza do myślenia. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to powinniśmy sami założyć sobie końskie okulary i obroże, a smycz dać we właściwe ręce. Albo zwiewać gdzie pieprz rośnie. I nigdy już nie wracać. Wańka Wstańka
autor: ~Wańka Wstańka

Kwalifikacja wypowiedzi Węgleńskiego - 2005-01-08 08:23:33
Wątek dotyczący dr Wieczorka jest personalnym, publicznym (ogłoszonym w prasie o ogólnopolskim zasięgu) zniesławieniem osoby i jako takie kwalifikuje się do skierowania do sądu. Sadzę, że cała strona www Gazety Wyborczej została wycofana wraz z dyskusja aby zatrzeć ślady. Pomówienie jest przestępstwem a łamy GW przestępczą działalność ułatwiają.
autor: kontest

Jasełka nadzwyczaj mobilne - 2005-01-07 19:34:08
Dyskusja jasełkowa przeniosła ię na stronę: http://forum.gazeta.pl/forum/7 2,2.html?f=32&w=12951752&a mp;wv.x=2&a=19218178 Na tej stronie jest również podany odnośnik do tekstu Węgleńskiego. Kiedy nie można zaatakować myśli, atakuje się myśliciela. (Paul Valery) Jeśli problem nie dotyczy meritum, ponieważ rektor Węgleński w swojej wypowiedźi dokonuje również krytyki szkolnictwa wyższego w Polsce to czego własciwie dotyczy? Otóż dotyczy autorytetu. Profesor Węgleński pracujący jak pisze na UW od 40 lat a od pięciu lat sprawujący funkcję Rektora UW uzurpuje sobie wyłączność na działalność opiniotworczą. Według prof. Węgleńskiego, dr Wieczorek nie ma prawa ani dokonywać jawnych krytyk obecnego systemu szkolnictwa a tworzenie innego, poza uczelnianego środowiska opiniotwórczego jest nieuprawnionym złem społecznym. Problem w tym, ze autorytetu nie buduje się ani wysługą lat ani funkcjami sprawowanymi na uczelni ani tytułami naukowymi przyznanymi przez polską Komisje d/s nadawania Stopni i Tytułów Naukowych. Autorytet to: 1. czytelność osiągnięć naukowych mierzony dorobkiem naukowym (ilością publikacji, rangą czasopism naukowych w których są publikowane, indeksem cytowań oraz aktywnością zawodową (publikacje popularyzujace wiedzę, składane wnioski o granty, składane wnioski o prowadzenie wykładów, itp) 2. czytelność integralnośći osoby (czyny osobiste potwierdzają wygłaszane postulaty) 3. podejmowanie działań publicznych bez zwracania uwagi na ryzyko personalne 4. wyrazistość w określeniu społecznego celu podejmowanych działań ad.1 dr Wieczorek prowadzi działalność jawną: upublicznił swój CV, każdy może mieć łatwy w jego dorobek naukowy, ba nawet sprwadzić indeks cytowań jego prac w ciągu ostatnich kilku lat, pomimo faktu, że od wielu lat jest pozbawiony mozliwości pracy naukowej. ad.2 integralność osoby jest wpisana w CV dr Wieczorka. W jej ocenie pomaga prześledzenie okresów w których podjął studia, kiedy zrobił doktorat, kiedy pojawiły się problemy na uczelni, kiedy wreszcie został z uczelni wyrzucony ad.3 Ryzyko jakie dr Wieczorek podjął nie sprzyja mu w powrocie na uczelnię. ad. 4 Cel dr Wieczorka jest jasny. nie działa na rzecz własnego powrotu na uczelnię, tylko o dokonanie epokowej reformy szkolnictwa wyższego w Polsce Dzięki powyżej omówionym czterem wyznacznikom autorytetu dr Wieczorek jest organizatorem ruchu na rzecz współczesnej, odpowiadajacej standardom swiatowym reformy nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Kadencyjność funkcji Rektora UW nie pozwoli prof. Węglęńskiemu zabłysnąć na polu tej reformy. Na szczęście. P.S. Gwiazda zgasła szybciej niż możnaby pomyśleć!
autor: ~Ewa Kostarczyk

Mobbing uczelniany - 2005-01-07 16:37:54
Na forum pojawił się wątek o mobbingu uczelnianym. Trudno o lepszą egzemplifikację mechanizmów tego zjawiska niż fragment wypowiedzi pana rektora dotyczący J. Wieczorka. Robi się to tak: wykorzystując własny autorytet poparty zajmowanym stanowiskiem należy publicznie podważyć kompetencję ofiary, stawiając wyssane z palca, lecz niesprawdzalne zarzuty. Nie jest przy tym istotne, że autorytet naukowy nie posiada żadnej znajomości tematu, na który się wypowiada, ważne, że ma autorytet i stanowisko.
autor: khmara

Czy naprawdę szkoły przekrętów? - 2005-01-07 10:14:51
Z powodu usunięcia tekstu Czy naprawdę szkoły przekrętów? z portalu GW gdzie był dostępny pod adresem: http://serwisy.gazeta.pl/wybor cza/1,34474,2461098.html tekst zostaje umieszczony na NFA aby polemika z tezami Rektora UW przedstwina w artykule "Jaselka akademickie z Rektorem UW w roli Heroda" była czytelna. Czy naprawdę szkoły przekrętów? prof. Piotr Węgleński * 22-12-2004 , ostatnia aktualizacja 22-12-2004 21:57 Skąd tak zła prasa polskich uniwersytetów? Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie skandalu. Profesor zajmuje pierwsze miejsce na listach zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, jest więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk - pisze rektor Uniwersytetu Warszawskiego Po lekturze artykułu "Uniwersytet korupcji" zamieszczonego we "Wprost" (z 5 grudnia br.) pomyślałem, że gdybym chciał się dostosować do obowiązującego stylu, te uwagi powinny być zatytułowane "Tygodniki kłamstwa" lub "Dziennikarze oszuści". Uniwersytety przedstawiane są w mediach w wyjątkowo złym świetle, czemu towarzyszy podawanie nieprawdziwych informacji. Przywołany artykuł zawiera zdanie: "Kupowanie indeksu - cena jest uzależniona od prestiżu uczelni - miejsce na prawie UW kosztuje ponoć 50 tys. zł". Chodzi oczywiście o łapówkę. Pięcioletnie magisterskie studia wieczorowe na wydziale prawa UW kosztują 35 tys. zł. Jaki szaleniec chciałby zapłacić 50 tys. za coś, co może uzyskać legalnie za dużo mniejszą kwotę? W listopadzie "Newsweek" pisał o złym traktowaniu studentów zagranicznych przez UW. Student z Bułgarii skarży się, że za akademik płaci 400 zł miesięcznie, podczas gdy student polski płaci 200 zł. Autorowi nie przyszło do głowy, żeby tę informację sprawdzić. W rzeczywistości student polski płaci 360 zł, a różnica 40 zł wynika z tego, że studenci zagraniczni płacą za dodatkowe wyposażenie pokoi. W lutym ten sam tygodnik zamieścił zdjęcie remontowanego budynku Akademii Medycznej w Warszawie z podpisem: "Materialną nędzę państwowych uczelni widać na każdej z nich. Na zdjęciu Uniwersytet Warszawski". W artykule "Niższe szkoły wyższe" ("Polityka" z 2 października br.) autor opisuje "gehennę studentów wieczorowych wydziału prawa UW przyjmowanych w liczbie kilku tysięcy" i odsiewanych na egzaminie z logiki, by znaleźć miejsce dla następnej puli studentów płacących za studia. W tym roku na prawo przyjęto 669 studentów wieczorowych, a odsiew na egzaminie z logiki wyniósł 19 proc. Gdyby uniwersytet chciał dużo zarabiać kosztem jakości studiów, to przecież w ogóle nie "odsiewałby" studentów na egzaminach. W tym samym artykule czytamy, że "polskie uczelnie zastygły w organizacyjnym i intelektualnym bezruchu" i stanowią "ostatnie skanseny zarządzania socjalistycznego". Autor nie zauważył niesłychanego, niespotykanego w żadnym kraju europejskim rozwoju szkolnictwa wyższego, prawie 2 mln studentów, powstania niezwykle prężnego sektora szkół prywatnych, ogromnego wzrostu majątku trwałego szkół publicznych, które wykorzystują boom edukacyjny do inwestowania w budynki i infrastrukturę. Dalej czytamy, że "profesor uczelni państwowej otrzymuje (bez dodatku) niewiele ponad 2,5 tys. zł brutto". Tymczasem profesor zwyczajny otrzymuje 3750-6100 zł, a profesor uczelniany 3500-5600 zł, przy czym wielu profesorów podwaja lub potraja swe dochody, pobierając dodatkowe wynagrodzenie za wykłady na studiach wieczorowych i zaocznych oraz granty za prace badawcze. Dodam, że wynagrodzenie adiunkta wynosi obecnie 2650-4100 zł, a asystenta 1700-2600 zł. 29 listopada II program TVP pokazał audycję "Wojna margaryny z masłem, czyli oszuści w gronostajach" (w cyklu "Warto rozmawiać" ). Jan Pośpieszalski prowadził program w taki sposób, że wszyscy widzowie musieli uznać, iż wyższe uczelnie są jedynie gniazdem oszustów i plagiatorów. Gdzie ta góra lodowa? Pracuję na UW od ponad 40 lat. Od pięciu lat jestem rektorem tej uczelni. Nigdy i nikomu w powojennej historii naszej uczelni nie postawiono zarzutu wzięcia łapówki za przyjęcie na studia czy pozytywną ocenę na egzaminie. Gdyby taki zarzut wysunięto, natychmiast wszczęte zostałoby postępowanie dyscyplinarne, a winny zostałby wyrzucony z pracy. Zapewne przypadki korupcji się zdarzają, ale z pewnością są bardzo rzadkie zarówno w szkołach publicznych, jak i prywatnych. Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że nie mają one miejsca na Uniwersytecie Warszawskim. Zła prasa, jaką mają wyższe uczelnie, wiąże się z ujawnioną ostatnio przez "Gazetę" sprawą przyjęć studentów na wydział prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Nadużycia popełniane przy rekrutacji spotkały się z powszechnym potępieniem, konferencje rektorów podjęły uchwały wskazujące na niestosowność ujawnionych praktyk i wezwały wszystkie uczelnie do przejrzenia regulaminów rekrutacyjnych. Warto dodać, że na UW i na wszystkich uczelniach warszawskich "miejsca rektorskie" nie istnieją od ponad 20 lat. W ciągu ostatnich 20 lat na moim uniwersytecie, zatrudniającym prawie 3 tys. nauczycieli akademickich, mieliśmy do czynienia z dwoma przypadkami plagiatów. Znane mi jest kilkanaście przypadków plagiatów popełnionych przez pracowników innych uczelni polskich, a także kilkadziesiąt plagiatów popełnionych w uniwersytetach zagranicznych. Czy to wierzchołek góry lodowej? Nie sądzę. Plagiator historyk może przedstawić jako swoją pracę innego historyka, ekonomista - ekonomisty, fizyk - fizyka. Jest więc mało prawdopodobne, by plagiat pozostał niewykryty. Jego ujawnienie wiąże się na ogół z utratą stanowiska i - co dla wielu profesorów jest dużo bardziej bolesne - utratą dobrego imienia. Innym zjawiskiem jest kupowanie prac dyplomowych przez studentów. Rozmiar tego procederu nie jest znany, ale - sądząc z liczby ogłoszeń w internecie - musi istnieć spore zapotrzebowanie na takie usługi. Rektorzy podjęli wiele działań mających na celu wyeliminowanie tego zjawiska. Po pierwsze, coraz więcej uczelni wprowadza komputerowy system "Plagiat", który pozwala na wykrywanie zapożyczeń z innych prac magisterskich lub prac opublikowanych. Po drugie, każdy student musi złożyć pisemne oświadczenie, że pracę wykonał samodzielnie. W razie popełnienia plagiatu nie tylko utraci dyplom, ale będzie ścigany za oszustwo. Planuje się też wprowadzenie zasady, by egzamin magisterski był prowadzony bardzo rygorystycznie, z udziałem egzaminatorów z innej uczelni, a jego ocena powinna ważyć więcej na ostatecznym wyniku studiów niż ocena pracy magisterskiej. Uczelnie wprowadzają też ograniczenia liczby magistrantów, którymi opiekować się może jeden profesor. Niedopuszczalne jest kierowanie 30 pracami magisterskimi. Na wydziałach matematyczno-przyrodniczych, gdzie magisteria mają charakter prac eksperymentalnych wykonywanych pod opieką profesorów i asystentów, możemy mieć pewność, że prace wykonywane są samodzielnie. Polskie piekło Czytając to, co piszą tygodniki o Uniwersytecie Warszawskim, nie mam najmniejszego zaufania do tego, co piszą o innych polskich uczelniach. Wystarczy zacytować tytuły: "Profesor przekręt" ("Newsweek" z 29 lutego br.), "Wyższa szkoła odwołań" ("Przekrój" z 3 października), "Niższe szkoły wyższe" ("Polityka" z 2 października), "Prof. dr hab. dożywotni" ("Polityka" z 24 lipca), "Profesor pod ochroną" ("Newsweek" z 8 sierpnia), "Cholera w Sejmie. Trzeba zdemontować korbę do zatrutej akademickiej studni i odkazić chlorem rury" ("Wprost" z 8 sierpnia). Nie spotkałem natomiast krzyczących tytułów w rodzaju: "Polscy studenci zdobyli mistrzostwo świata w programowaniu", "Polscy archeolodzy odkryli w Aleksandrii najstarszy uniwersytet świata", "Profesor Tarkowski zdobył japońskiego Nobla za odkrycia w dziedzinie embriologii". Daję przykłady osiągnięć osób wywodzących się z UW, a przecież kilka innych polskich uczelni też ma się czym pochwalić. Skąd bierze się w mediach atmosfera tak niechętna polskim uczelniom? Nie wydaje się, by mogła tu zaważyć sprawa przyjęć na studia na Uniwersytet Gdański, który zresztą przyznał się do popełnienia błędów i stara się je naprawić. Atak ten nie jest też podyktowany troską o jakość nauczania. Gdyby tak było, to skoncentrowałby się na szkołach najgorszych - a są w Polce uczelnie o poziomie skandalicznym. Wystarczy poprosić członków Państwowej Komisji Akredytacyjnej o listę szkół, które zostały zlikwidowane albo są w trakcie likwidacji z powodu żenującego poziomu kształcenia. Myślę, że chodzi po prostu o chęć zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienie skandalu. Profesor uniwersytetu od lat zajmuje pierwsze miejsce na listach zawodów cieszących się największym zaufaniem społecznym, dla dziennikarzy jest więc zwierzyną wartą dużo większego zachodu niż np. polityk ("Mamy cię, profesorze" - "Życie Warszawy" z 25 października br.). Podejmowanie prób niszczenia autorytetów jest ulubionym zajęciem żurnalistów. Być może jest to syndrom "polskiego piekła" - każdy Polak, który się wybił i cieszy uznaniem, powinien jak najszybciej zostać zdyskredytowany. Znaleźć właściwą miarę Dziennikarze piszący o uniwersytetach wykorzystują jako ekspertów ludzi wywodzących się ze środowiska akademickiego, którzy nie odnieśli sukcesu naukowego, a dziś odreagowują swe frustracje, oczerniając uczelnie i swoich kolegów. Szczególnie popularny jest dr Józef Wieczorek, adiunkt UJ usunięty z tej uczelni (a później z innych placówek naukowych) za niekompetencję, który z pomocą dziennikarzy prowadzi prywatną wojnę ze środowiskiem akademickim. Rzadko się zdarza, by rozmówcą dziennikarza był wybitny uczony, człowiek o wielkim autorytecie, który mógłby mądrze i prawdziwie przedstawić problemy uczelni i nauki. Faktem jest, że takich ludzi trudno zachęcić do udziału w dyskusjach telewizyjnych, gdyż nie chcą występować w towarzystwie "oszołomów" i awanturników. Bardzo dobrą robotę wykonuje dr Marek Wroński z jednej ze szkół medycznych w USA, który ujawnił i nagłośnił kilka skandalicznych przypadków nieuczciwości naukowej na polskich uczelniach. Wydaje się jednak, że również i on utracił poczucie proporcji i wykryte przez siebie oszustwa traktuje jako normę, a nie jako godny pożałowania wyjątek. Dr Wroński nie protestuje, gdy wywiady z nim opatrywane są nagłówkami w rodzaju: "Środowiska akademickie w Polsce opanowała plaga plagiatów" ("Życie Warszawy" z 25 października br.). Oprócz sukcesów polskie uczelnie mają również wiele problemów. Brakuje nam systemów rzetelnej i ostrej oceny działalności naukowej i dydaktycznej, zwłaszcza samodzielnych pracowników naukowych. Wielu z nich zaniedbuje swe obowiązki, ucząc w dwóch lub więcej szkołach, podejmując zbyt wiele zobowiązań poza macierzystą uczelnią. Wciąż jeszcze obowiązuje u nas system "opiekuńczy", który nie pozwala rozstać się z pracownikiem nierokującym większych nadziei, by zastąpić go młodszym i zdolniejszym. Jest to zresztą bolączką wielu uniwersytetów europejskich, które przegrywają konkurencję z amerykańskimi, słynącymi z ostrej selekcji kadry nauczającej. Wydaje się, że poziom doktoratów w Polsce się obniża - i jest to wynikiem nierzetelnych, zbyt pobłażliwie pisanych recenzji. Również w przypadku habilitacji i profesur zbyt często mamy do czynienia z recenzjami grzecznościowymi i przyznawaniem tytułów naukowych osobom na to niezasługującym. Zdarza się to nawet na Uniwersytecie Warszawskim i nie sądzę, by na innych uczelniach sytuacja była lepsza. W wielu dziedzinach brak nam "lokomotyw" - ludzi na miarę Stefana Banacha, Jerzego Pniewskiego, Stanisława i Marii Ossowskich czy Władysława Tatarkiewicza. Nie jesteśmy w stanie zapewnić wystarczająco dobrych warunków do prowadzenia pracy naukowej, co powoduje, że wielu najzdolniejszych polskich uczonych pracuje za granicą. Niektórzy z nich, jak Aleksander Wolszczan, Bohdan Paczyński, Piotr Słonimski, Hilary Koprowski czy Leszek Kołakowski, stanowią ozdobę najlepszych uniwersytetów zagranicznych i żal, że nasi studenci nie mogą się z nimi spotykać na co dzień. Środowisko akademickie w Polsce liczy 2 mln studentów i kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli akademickich. Na pewno znajdą się wśród nich ludzie nieuczciwi. Nie sądzę jednak, by było to środowisko skorumpowane; w każdym razie jest niewspółmiernie mniej skorumpowane niż wiele innych środowisk. Myślę, że powinnością mediów jest nie tylko opisywanie nieprawidłowości, lecz przede wszystkim pisanie prawdy, a także rzetelne informowanie o skali zjawisk patologicznych. * Piotr Węgleński od 1999 roku jest rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Ma 65 lat, biolog, specjalista w dziedzinie genetyki molekularnej
autor: ~nfa

List do Redakcji - 2005-01-06 20:23:16
Artykuł profesora Węgleńskiego sprawia przygnębiające wrażenie. Oto Rektor największego polskiego uniwersytetu, szanowany uczony i wieloletni profesor wypowiada się w sposób, który przypomina premiera Rakowskiego podczas jego pamiętnego spotkania z intelektualistami. Nie odpowiada na konkretne zarzuty, ale globalnie na wszystkie razem, bo przecież to do Niego należy ostatnie słowo. To bardzo nierówna rozmowa. Profesor wymienia chyba z 8 artykułów, które Jego zdaniem są kłamliwe. Konkretne kłamstwa wskazuje jednak tylko w 3. Czytałam 2 z nich i nie są to kłamstwa w zasadniczych wątkach tych artykułów. Zarzut, że artykuły biorą się z chęci zaistnienia dziennikarza poprzez ujawnienia skandalu w uczelni odnosi jednak do wszystkich artykułów, bo profesor mówi, że nie ma najmniejszego zaufania do tego co piszą o innych uczelniach. Zamiast odnieść się do ujawnianych przez doktora Wieczorka patologii profesor Węgleński pisze o nim bardzo źle jako o usuniętym z pracy za niekompetencję pracowniku UJ. Ja znam sprawę bardzo pobieżnie z dyskusji na jednym z forów dyskusyjnych Gazety Wyborczej, ale z tego co zrozumiałam, to doktor Wieczorek został usunięty za zły wpływ na młodzież, a nie za niekompetencję. Zamiast do tego co doktor Wieczorek mówi profesor Węgleński ustosunkował się do doktora Wieczorka osobiście i zrobił ze swojej wypowiedzi bardzo brzydką utarczkę słowną. Zresztą zaraz po ostrej krytyce doktora Wieczorka profesor Węgleński powtarza główne zarzuty stawiane przez doktora Wieczorka polskiej nauce i szkolnictwu wyższemu. Brak oceny pracowników, głównie samodzielnych, i wieloetatowośc. Potem powtarza też za Wieczorkiem, że poziom doktoratów i habilitacji się obniża, bo jest wiele grzecznościowych recenzji. To tak, jak gdyby profesor Węgleński sam na siebie nakrzyczał. To nie przystoi profesorowi uniwersytetu. Dostało się też doktorowi Wrońskiemu za jego artykuł w Życiu Warszawy". Nie znam tego artykułu, ale jeżeli doktor Wroński dobrze zrobił, że ujawnił i nagłośnił te plagiaty, to przecież jednym artykułem nie mógł aż tak zaszkodzić swojej dobrej opinii. Prasa ma to do siebie, że używa tytułów "bijących po oczach" żeby zachęcić ludzi do czytania. I tak samo pisze o wszystkich innych aferach. To nie może być powód do obrażania się na prasę, bo jest ona potrzebna w demokratycznym państwie. Teraz Gazeta Wyborcza powinna poprosić o wypowiedź doktora Wieczorka i doktora Wrońskiego żeby mogli odpowiedzieć na zarzuty postawione im przez profesora Węgleńskiego. W przeciwnym razie ludzie będą mówić, że jest stronnicza albo, że boi się pisać źle o profesorze uniwersytetu. Ania z Zielonego Wzgórza
autor: ~Ania z Zielonego Wz



podaj: imię
e-mail
temat
treść
 

© 2007 NFA. Wszelkie prawa zastrzeżone.
0.171 | powered by jPORTAL 2