| Prof. Pozorant, czyli
przebijmy nadęty balon - 2006-10-13 14:40:33 |
| Prof. Pozorant, czyli
przebijmy nadęty balon
zakłamania
http://www.zieloni.org.pl/foru
m.php?page=23&cmd=show&
;id=7081&category=19
Reakcja prof. Piotra
Węgleńskiego ('Huzia na
uczelnie') mieści się w
gatunku postkomunistycznych
polemik typu 'Towarzysze! Biją
naszych! Dokopmy im -
krytykom!'. |
| autor: ~nfa |
|
| Niekompetencja kompetentnych - 2005-02-08 11:39:23 |
|
Józef Wieczorek
8.02.2004
www.geo-jwieczorek.ans.pl
jozef.wieczorek@interia.pl
Zastępca Redaktora Naczelnego
'Gazety Wyborczej'
p. Helena Łuczywo
ul. Czerska 8/10
00-732 Warszawa
Uprzejmie informuję, że
otrzymałem dokumentację będącą
w posiadaniu władz UW a
dotyczącą mojej osoby. Bardzo
dziękuję BiP UW za tą
dokumentację, jako że '
Załącznika nr 1 do protokołu
Senatu UJ z dnia 24,11.2004'
nie otrzymałem od władz UJ
-mojego krzywdziciela
pierwotnego, a tylko drogą
pośrednią przez mojego
krzywdziciela 'wtórnego'. Jest
to niezbity dowód na łamanie
Konstytucji III RP przez
władze UJ .Konstytucja mówi
art.51 ust.3 'Każdy ma prawo
dostępu do dotyczących go
urzędowych dokumentów i
zbiorów danych' a tu mamy do
czynienia z przypadkiem, że
łatwy dostęp do informacji ma
tylko strona krzywdząca, a nie
ma pokrzywdzona. Takich
dokumentów różne ciała
kolegialne UJ wytworzyły
zapewne wiele (o niektórych
wiem) ale ze strony UJ nie
miałem dostępu do żadnego z
nich a jedynie do
przetrzebionej mojej teczki
personalnej, z której na mocy
prawa 1983 r. Usunięto m.in.
Raport Rzecznika
Dyscyplinarnego (wraz z całym
pakietem dokumentów) korzystny
dla mnie (stwierdzający moją
szczególną komepetencję do
pracy na uczelni) a
niekorzystny dla UJ o czym
oczywiście w swej
dezinformacji SENAT UJ nie
podaje.
W sposób oczywisty nadesłana
dokumentacja (zapewne
otrzymana w ramach bratniej
pomocy z dużym opóźnieniem, po
wydrukowaniu szkalującego mnie
tekstu) nie stanowi dowodu na
zasadność podania czytelnikom
GW informacji, że 'dr Józef
Wieczorek, adiunkt UJ usunięty
z tej uczelni (a później z
innych placówek naukowych) za
niekompetencję'. Rektor UW do
tej pory nie uzasadnił na czym
ta niekompetencja miałaby
polegać i przez kogo została
udowodniona.
To, że zostałem z UJ usunięty
po oskarżeniu mnie o rzekomo
negatywne oddziaływanie na
młodzież akademicką jest
faktem mi znanym i nigdy go
nie ukrywałem (np.
www.geo-jwieczorek.ans.pl).
Władze UJ do dnia dzisiejszego
nie przedstawiły mi
merytorycznego uzasadnienia
postawionych zarzutów przez
anonimową do dnia dzisiejszego
komisję. Opinia Rzecznika
Dyscyplinarnego była całkiem
odwrotna co przytaczam w
tekście ' Jasełka akademickie
z rektorem UW w roli Heroda' i
dlatego ją zaaresztowano,
podobnie jak wyłączono z mojej
teczki personalnej wiele
dokumentów niewygodnych dla
UJ, a do innych dokumentów
wytworzonych przez ciała
kolegialne UJ dostępu nigdy
nie miałem.
Podawanie - w załączniku
Senatu UJ - ciurkiem moich
procesów bez podania kontekstu
jest oczywistą manipulacją a
rozpowszechnianie tego
załącznika wśród moich
krzywdzicieli jak sądzę
stanowi naruszenie ustawy o
ochronie danych osobowych.
(procesy nie mają żadnego
związku z informacją o
niekompetencji!). Jak
przetestowałem takie podanie
informacji sprawia wrażenie,
że to Komisja Pojednawcza i
sądy pracy potwierdziły
zasadność merytoryczną
negatywnej oceny, a tak nie
było.
Informacja prawdziwa winna
brzmieć: 'ani Komisja
Pojednawcza ani sądy pracy nie
byly kompetentne do tego aby
przywrócić mnie do pracy'. To
by była odpowiednia informacja
na okazję udokumentowania
niekompetencji sądów i
komisji, a nie mojej !
Komisja pojednawcza nie mogła
mnie przywrócić bo nie było
pojednania ze strony władz UJ,
które dodatkowo pomówiły mnie
o podszywanie się pod
Solidarność ( to tak przy
okazji krzywdzenia osób
teczkami ; w tym przypadku
nikogo to nie obchodzi bo
krzywdzicielem były władze
UJ!) a ponadto stwierdziły
szczególną moją kompetencję do
'zmieniania kierowników jak
rękawiczki! (sic!)
Sądy pracy stwierdzały
jedynie, że na mocy ówczesnego
prawa ( 1982 r.!) można było
mnie usunąć z UJ bez
możliwości odwoływania się
wówczas do sądu i ocenić tak
jak anonimowe komisje miały
ochotę, niezależnie od faktów,
bez konieczności
merytorycznego uzasadniania
oceny ! a ponadto uzasadniały
'nie jest rzeczą sądu
zarządzanie dochodzeń w celu
wyjaśnienia twierdzeń stron'.
- żadnego stwierdzenia czy
potwierdzenia mojej
niekompetencji! Sprawa po 11
latach zgodnie z polskim
prawem była przedawniona ( w
taki przypadku sąd nie może
przywrócić do pracy na mocy
obecnego prawa o czym wie
chyba każdy student prawa ) a
została złożona do polskich
sądów jedynie po to aby mieć
otwartą drogę do Trybunału w
Strasburgu! w czym spełniła
swoją rolę.
Jak widac granie teczkami
uczelnianymi jest nie mniej
krzywdzące dla nauczycieli
akademickich niż granie
teczkami esbeckimi. Teczki
akademickie nie są dostępne
dla pokrzywdzonych, ale są
dostępne dla krzywdzących i
używane do niszczenia osób
niewygodnych jeśli do tej pory
nie zeszli z tego świata a
tylko zostali usunięci z
zawodu nauczyciela
akademickiego metodami
gorszymi od esbeckich - nie
podlegającymi sądom, ani
ustawie o IPN! Skoro Gazeta
Wyborcza rzekomo występująca w
obronie krzywdzonych, a w
rzeczywistości jak wskazuje
mój przypadek bierze udział w
dalszym krzywdzeniu
niewygodnych osób
pokrzywdzonych przez aparat
uczelniany w czasach
komunistycznych, to część tego
odium spada na Redakcję
Gazety. Przedstawiona
dokumentacja ma mniej więcej
takie znaczenie dla
uzasadnienia twierdzenia, ze
zostalem usunięty za
niekompetencję jak lista
Wildsteina dla
udokumentowania, że ktoś był
ubekiem (czy TW). Jeśli władze
UJ czy UW uważają, że ktoś kto
wykładał kilka przedmiotów,
których zatrudnieni na etatach
'profesorowie' nie byli w
stanie wyłożyć, kto uformował
znacznie większą ilość
magistrantów na pracowników
nauki niż którykolwiek z
etatowych 'kompetentnych'
profesorów mojego instytutu -
był niekompetentny do pracy na
uczelni, to tylko sobie
wystawiają ocenę jako
niekompetentnych do
sprawowania władzy w
jednostkach naukowych. Nie bez
przyczyny prawda jest
aresztowana i zamykana w
tajnych teczkach niedostępnych
dla pokrzywdzonego. Opinia
rady naukowej Instytutu Nauk
Geologicznych z wiosny 1980 r.
była dla mnie w samych
superlatywach i byłem
określany jako samodzielny
pracownik naukowy bo takim
byłem. Opinia zmieniła się
dopiero po wypowiedzeniu wojny
narodowi polskiemu przez
Jaruzelskiego.
Tajne teczki UJ winny być
ujawnione dla poszkodowanych a
'GW' zamiast użyczania swoich
łam dla szkalowania
pokrzywdzonych winna
przeprowadzić śledztwo
dziennikarskie i rzetelnie
opisywać jak się walczy
teczkami akademickimi w celu
dalszego niszczenia osób
ujawniających patologie
uczelniane.
Józef Wieczorek
Do wiadomości: Rektor UW
Piotr Węgleński, Biuro
Informacji i Promocji UW
|
| autor: ~Józef Wieczorek |
|
| Prof. Węgleński próbuje się
usprawiedliw - 2005-02-05 11:27:51 |
| Nie da się ukryć, że JM Rektor
UW Piotr Węgleński się
ośmieszył swoim artykułem w GW
tuż przed świętami.
Szczególnie gdy wyszło na jaw,
że osoba któa wyleciała z UJ -
jak napisał - za
niekompetentcję okazała się
absolwentem UW. I jeszcze,
gdy za tym wszystkim stoi
prawo stanu wojennego i
ówczesne rozstrzygnięcia i
zachowania, które, pechowo dla
Rektora UW, znalazły się na
początku tego roku w głownym
nurcie debaty publicznej w
Polsce, a teraz w zasadzie ją
zdominowały.
Więc tym listem, który wiadomo
było że Pan, jak wszystko co
dotyczy jego sprawy,
upubliczni, profesura UW
próbuje odzyskać choć trochę
twarz. Nie stać ich na to,
żeby powiedzieć
"Przeprazamy!". Tak
jak i Gazety Wyborczej.
Żenujące to wszystko.
|
| autor: itakdalej |
|
| Bratnia pomoc dla Rekora UW - 2005-02-05 11:03:08 |
| Władze UW jak zostałem
poinformowany pismem z dnia
26.01.2005 (Biuro Informacji i
promocji UW) posiadają
dokumentację dotyczącą mojej
osoby
- zal. nr 1 do protokołu
Senatu UJ z dnia 24.11.2004
otrzymaną zapewne w ramach
bratniej pomocy. Ta informacja
swiadczy , ze moja sprawa byla
omawiana na senacie UJ o czym
nie zostalem oczywiście
poinformowany przez UJ ani nie
otrzymalem zadnego pisma,
zadnego zalacznika do
protokołu co otrzymał Rektor
UW.Konstytucja jasno mowi
art.51 ust.3 'Każdy ma prawo
dostępu do dotyczących go
urzędowych dokumentów i
zbiorów danych' Okazuje się,
że w praktyce dostęp taki maja
krzywdziciele, ale nie
pokrzywdzeni. Do protokołu
Senatu UJ otrzymałem dostęp
drogą okrężną od
krzywdziciela wtórnego -władz
UW dzieki mojemu wybiegowi.
Takich dokumentow w moich
sprawach Senat i inne ciała
kolegialne ( Rada Wydziału
BiNoZ, Rada Instytutu ING UJ,
POP PZPR i in) musiano
wytwarzać wiele ( o niektórych
wiem) ale dostępu do nich nie
mam. Skoro do pewnych
informacji ma rektor UW a
można z tego sądzić, że do
innych podobnych dokumentów w
moich sprawach mają także inni
- ale nie ja. Czy to nie łamie
Konstytucji ? Rzecznik Praw
Obywatelskich i zarazem
podwładny Rektora UJ, który
winien '2. Rzecznik Praw
Obywatelskich, zwany dalej
Rzecznikiem, stoi na straży
wolności i praw człowieka i
obywatela określonych w
Konstytucji oraz w innych
aktach normatywnych'
umywa ręce, godnie nawiązując
do tradycji sprzed 2 tysięcy
lat.
Informacja poprzez
zestawienie ciurkiem danych o
negatywnej ocenie mojej pracy
( bez podania że chodziło o
negatywne oddziaływanie na
młodzież co mam w dokumentach
- oczywiście bez
udokumetowania na czym to
oddziaływanie miało polegać) i
decyzji Społecznej Komisji
Pojednawczej (po
udokumetowaniu braku
pojednania ze strony UJ i
pomówieniu mnie o podszywanie
się pod Solidarnośc !!!) oraz
sądów pracy ( po przedawnieniu
sprawy po 11 latach od
usunięcia mnie z uczelni, bez
przesłuchania ani 1 świadka
itd itp) bez podania że te
instancje nie miały
kompetencji aby przewrócić
mnie do pracy jest oczywistą
manipulacją. Brak
jakiejkolwiek wzmianki o
tajnych teczkach UJ
wyłączonych na mocy 'prawa'
1983 r. Pokrzywdzeni mają
szansę dostępu do teczek SB
ale nie do tajnych teczkek
uczelnianych w których
gromadzono na nich dokumenty.
Informacje jawne dotyczące
mojej osoby podaję na stronie
www.geo-jwieczorek.ans.pl |
| autor: ~Józef Wieczorek |
|
| Rada EtykI Mediów - 2005-02-05 10:08:21 |
| Rada Etyki Mediów w piśmie z
dnia 31.02. 2005 do GW
napisala m.in ' Zdaniem Rady
wskazany fragment tekstu jest
obraźliwy dla p. doc.
Wieczorka, a jesli zawiera
nieprawde winno to byc
wyjaśnione na lamach 'Gazety',
tym bardziej, że w całym
długim artykule, pelnym
powolań na publikacje róznych
mediow, tylko p. Wieczorek
został wymieniony z imienia i
nazwiska jako postać
negatywna. "
PS. Nazwanie mnie przez REM
doc. nie uważam za obraźliwe a
za zwykła pomyłką. |
| autor: ~Józef Wieczorek |
|
| W odpowiedzi na pismo Redakcji
Gazety Wy - 2005-02-02 16:49:10 |
| W odpowiedzi na pismo Redakcji
Gazety Wyborczej w sprawie
personalnego ataku Rektora UW
http://www.nauka-edukacja.p4u.
pl/infopage.php?id=9
Kraków, 27.01.2005
Józef Wieczorek
ul. Smoluchowskiego 4/1
30-069 Kraków
Gazeta Wyborcza
Redakcja
Redaktor Naczelny - Adam
Michnik
ul. Czerska 8/10
00-732 Warszawa
Szanowna Redakcjo,
W odpowiedzi na pismo z dnia
17 stycznia 2005 r.
podpisanego przez zastępcę
sekretarza redakcji Gazety
Wyborczej Dariusza Fedora
stwierdzam co następuje:
- Moje pisma związane z
tekstem zamieszczonym w dniu
23.12.2004 r. w Gazecie
Wyborczej pod tytułem 'Huzia
na uczelnie ' i w wydaniu
internetowym Gazety Wyborczej
z dnia 22.12.2004 pod tytułem
' Czy naprawdę szkoły
przekrętów' przesyłałem do
Redakcji GW nie tylko z
wykorzystaniem poczty
elektronicznej, ale także
zwykłą pocztą (list polecony
nr 5179 z dnia 30.12.2004,
Kraków 61) w związku z brakiem
reakcji ze strony redakcji GW.
Gdyby była należyta reakcja
Redakcji pisma nie byłyby
'rozliczne' a co najwyżej
nieliczne. Moje kilkakrotne
zapytania dotyczące przesłanej
polemiki 'Jasełka akademickie
z rektorem UW w roli Heroda'
były związane z milczeniem
Redakcji w tej sprawie a
następnie ze sprzecznymi
informacjami ze strony
Redakcji. Moje pytania były
spowodowe oczywistym
zainteresowaniem autora
nadesłanego tekstu o jego
losy. Pytania nie miały
wywoływać skutków prawnych a
jedynie odruch przyzwoitości,
jako że każdemu pokrzywdzonemu
przez podanie nieprawdziwych
informacji przysługuje prawo
do polemiki.
Skoro w liście z 12.01,.2005
jasno piszę:
"Domagam się
przedstawienia na łamach
Gazety Wyborczej rzetelnych
informacji
> o mojej osobie. W moim
przekonaniu zarówno prof.
Węgleński, jak i Redakcja
> Gazety Wyborczej narusza
zasady KARTY ETYCZNEJ MEDIÓW -
Zasadę prawdy,
> zasadę
obiektywizmu,zasadę
uczciwości, zasadę szacunku i
tolerancji, zasadę
> pierwszeństwa dobra
odbiorcy, zasadę wolności i
odpowiedzialności"
to jasne jest , że twierdzenie
przedstawione w liście od
Redakcji z dnia 17.01.2005
," Bezspornym jest, że
wniosku o zamieszczenie
sprostowania lub odpowiedzi
prasowej, w odniesieniu do
wskazanego wyżej materiału,
nigdy Pan nie składał. Jedynym
wnioskiem był wniosek o
zamieszczenie obszernej
polemiki' jest niezgodne z
prawdą.
Zaznaczam, że zwracałem się
również do autora tekstu
-Piotra Węgleńskiego (list
polecony nr 51 78 a dnia
30.12.2005, Krakow 61) o
przedstawienie dokumentów,
które by go upoważniały do
przedstawienia takich
informacji Czytelnikom GW, ale
do dnia dzisiejszego, żadnej
odpowiedzi nie otrzymałem.
Rozumiem, że żadnych dowodów
na potwierdzenie swoich
'informacji' autor nie
posiada.
Jeszcze w dniu 18 stycznia
2005 r. ( czyli po dacie 17
stycznia 2005 r. jaką nosi
pismo zastępcy sekretarza
redakcji Gazety Wyborczej
Dariusza Fedora ) otrzymalem
e-mailem informację:
----- Original Message -----
From: "Marek Beylin"
<marek.beylin@agora.pl>
To: "J.Wieczorek"
<jozef.wieczorek@interia.pl
>
Sent: Tuesday, January 18,
2005 10:39 AM
Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw:
sprawa artykułu Czy naprawdę
szkoł y przekręt ów
> Szanowny Panie,
opublikujemy Pańska wypowiedź,
ale najpierw Pański
> ostatni list przekażemy
autorowi .
> Z poważaniem
> Marek Beylin
która sama w sobie stanowi
zaprzeczenie tego co napisano
w liście z dnia 17.01.2005r.
Kolejny e-mail z 26.01.2005
informuje mnie :
----- Original Message -----
From: "Marek Beylin"
<marek.beylin@agora.pl>
To: "J.Wieczorek"
<jozef.wieczorek@interia.pl
>
Sent: Wednesday, January 26,
2005 6:55 PM
Subject: Re: Fw: (Fwd) Fw:
sprawa artykułu Czy naprawdę
szk oł y przekręt ów
> Szanowny Panie
> Czekamy na odp pana
Wegleńskiego, myslę, że w
przyszłym tygodniu
> opublikujemy Pańska i
jego wypowiedź
> Z poważaniem
> Marek Beylin
W nawiązaniu do końcowej
treści pisma z dnia 17.01.2005
stwierdzam, że sprawę nie
uważam za dostatecznie
wyjaśnioną ani za zamkniętą.
Na mocy USTAWz dnia 26
stycznia 1984 r. Prawo
prasowe.(Dziennik Ustaw z 7
lutego 1984 r.) art. 12 i art.
31 oraz zgodnie z Kartą
Etyczną Mediów która m.in.
mówi, że dziennikarze,
wydawcy, producenci i nadawcy
dokładają wszelkich starań,
aby przekazywane informacje
były zgodne z prawdą,
sumiennie i bez zniekształceń
relacjonują fakty w ich
właściwym kontekście, a w
razie rozpowszechnienia
błędnej informacji
niezwłocznie dokonują
sprostowania domagam się
zamieszczenia na łamach GW
sprostowania następującej
treści
'W tekście Piotra Wegleńskiego
zamieszczonym w dniu
23.12.2004 r. w Gazecie
Wyborczej pod tytułem ' Huzia
na uczelnie ' i w wydaniu
internetowym Gazety Wyborczej
z dnia 22.12.2004 pod tytulem
' Czy naprawdę szkoły
przekrętów' znalazły się
nieprawdzie informacje
dotyczące Józefa Wieczorka.
Nieprawdą jest, że Józef
Wieczorek został usunięty z UJ
(a później z innych placówek
naukowych) za niekompetencje,
jak i nieprawdą jest, że
prowadzi z pomocą dziennikarzy
prywatną wojnę ze środowiskiem
akademickim. Redakcja GW nie
posiada i nie otrzymała od
autora tych 'informacji'
żadnych dokumentów, które by
upoważniały do przedstawienia
takiej treści czytelnikom GW.
Redakcja przeprasza Józefa
Wieczorka i PT Czytelników
Gazety Wyborczej, którzy
poczuli się oburzeni
nieuzasadnioną wypowiedzią
Rektora UW. Redakcja dołoży
wszelkich starań aby nie
zamieszczać w przyszłosci
tekstów, które nie są zgodne z
prawdą materialną.'
Z poważaniem i oczekiwaniem na
zamieszczenie sprostowania
Józef Wieczorek
PS.
Pismo przesłałem jednocześnie
listem poleconym nr.40117
(Kraków 8 ) i powiadamiam o
tym Radę Etyki Mediów z prośbą
o rozpatrzenie niniejszej
sprawy
UWAGA : Do dnia dzisiejszego
brak odpowiedzi
jw |
| autor: ~Józef Wieczorek |
|
| panegiryk Ciemerych/Weglenski - 2005-01-29 12:13:56 |
| podaje link do mojego
komentarza do artykulu MA
Ciemerych
http://forum.gazeta.pl/forum/7
2,2.html?f=32&w=19899524&a
mp;a=20007638
dodam, ze jest LAUREATKA
konkursu Polityki
"Zostancie z nami",
tego samego, ktorego DWOCH
laureatow zrezygnowalo z pracy
na uczelni z powodu patologii
nauki polskiej - o tym GW w
imie "obiektywnosci"
oczywiscie nie wspomina
http://polityka.onet.pl/artyku
l.asp?DB=162&ITEM=1159258&
amp;MP=2
Przychylam sie do opinii
khmary, ze tekst wyglada na
"pisany na
zamowienie" - GW kolejny
raz sie niestety
skompromitowala brakiem
obiektywnosci.
Tyle, ze jest tak zle, ze
nawet w
"panegirykach" mozna
sie doczytac, ze "cos
jest nie tak" |
| autor: ~itd |
|
| Jasełek akademickich c. d. - 2005-01-26 22:48:13 |
| W Gazecie Wyborczej ukazał się
panegiryk niejakiej Marii Anny
Ciemerych-Litwinienko sławiący
zalety pracy na Wydziale
Biologii UW.
http://serwisy.gazeta.pl/nauka
/1,34148,2513044.html
Warto zauważyć, że jest to ten
sam wydział, pracownikiem
którego jest rektor Węgleński.
Czyżby autorka otrzymała
polecenie służbowe wykazania
niesłuszności zarzutów
wszelkiej maści krytyków
obecnych porządków w nauce
polskiej? Stare, sprawdzone
metody partyjnej roboty jak
zwykle niezawodne... |
| autor: khmara |
|
| Gazeta Wyborcza trzyma z
profesurą - 2005-01-18 00:26:02 |
| Gazeta Wyborcza
prawdopodobnie nie ma
wątpliwości, że, jak to celnie
ujął prof. Węgleński w swoim
niezapomnianym artykule, dr
Józef Wieczorek to: 'adiunkt
UJ usunięty z tej uczelni (a
później z innych placówek
naukowych) za niekompetencję',
'który nie odniósł sukcesu
naukowego, a dziś odreagowuje
swe frustracje, oczerniając
uczelnie i swoich kolegów'.
Dlatego nie udostępnia mu
swoich łamów. Na Stronie
głównej portalu NFA, na samej
górze, pośrodku (jako Gorący
temat) można przeczytać:
'Niestety z tekstem tym [tzn.
artykułem prof. Węgleńskiego]
nie można polemizować na
łamach papierowego wydania GW
i mój tekst pod tytułem
'Jasełka akademickie z
rektorem UW w roli Heroda' nie
ukazał się, podobnie jak tekst
jednego z dziennkarzy
uzasadniający niestosowność
wypowiedzi Rektora. '
Czyli jest Pan jednak
naiwny... |
| autor: itakdalej |
|
| Huzia na Wieczorka! - 2005-01-17 20:57:43 |
| Huzia na Wieczorka!
czyli
Czy naprawdę o przekręty
chodzi
Od dawna chciałem napisać
sensowny, uporządkowany
artykuł o feudalizmie w nauce
i edukacji w Polsce, ale jakoś
nigdy nie miałem na to czasu.
Sprawa artykułu Rektora
Węgleńskiego trochę mnie
pogoniła. Wspomnianego
artykułu chyba już nie
napiszę. Chciałbym się tylko
podzielić kilkoma uwagami na
marginesie dyskusji o artykule
Huzia na uczelnie. Jest to
kilka luźnych,
nieuporządkowanych
spostrzeżeń, które nasunęły mi
się po obserwacji reakcji
środowiska na to wydarzenie.
Historię artykułu prof.
Węgleńskiego obserwuję dość
pobieżnie. Nie mam dużo czasu.
Artykuł oceniony został
właściwie jednoznacznie i
niczego nowego do tej oceny
nie dorzucę. Myślę jednak, że
ten akurat artykuł jest w
jakimś sensie przełomowy.
Obawiam się, że wiele spraw
nie będzie już nigdy wyglądać
tak, jak przed 22 grudnia.
Pokazuje on z jednej strony
prawdziwe oblicze pouczającej
wszystkich górki;, z drugiej
obnaża wiele interesujących
cech środowiska, które
zwykliśmy nazywać naukowym. Od
opublikowania artykułu minęło
ponad 20 dni. Jedyną reakcją
jest trochę wypowiedzi na
jednym forum dyskusyjnym GW i
(coraz lepszym ; oby tak
dalej) portalu NFA. Ta cisza
jest symptomatyczna. Nie
dlatego, że oto wszyscy
zmówili się, aby utopić
sprawę, ale dlatego, że
jesteśmy jako środowisko
zatomizowani. Jest kilka
chwalebnych wyjątków, ale
właściwie wszystkich znam z
wcześniejszych dyskusji na
forum GW. Jest bardzo uczciwa
wypowiedź prof. Turskiego we
Wprost, ale ten głos jest po
stronie profesorskiej JEDYNY
(ja innego nie znam; poprawcie
Państwo jeśli się mylę). Nie
wiem czy dr Wieczorek napisał
jakąś replikę do Wyborczej z
Jego artykułu nie potrafiłem
tego jasno wyczytać. Być może
czytałem nieuważnie. To
pytanie wydaje mi się bardzo
ważne, bo reakcja GW byłaby tu
pewnego rodzaju papierkiem
lakmusowym;. Wyraźna, jasna,
odmowa opublikowania repliki
pokazywałaby w tej sytuacji
jasno gdzie jesteśmy.
Właściwie to nie jest to
sprawa Wieczorka, a stosunków
w nauce w Polsce. O
pustosłowiu tzw. Kodeksów
Etyki w Nauce napisano już
wystarczająco dużo i nie ma
sensu tego powtarzać. O etyce
dziennikarskiej (jeśli
Wieczorek napisał do GW) w tym
przypadku nie mówi nikt. Ja
chętnie dowiedziałbym się też
się czy GW zwróciła się do
Wieczorka z propozycją
napisania odpowiedzi na, bądź
co bądź publiczną (to chyba
druga ze względu na nakład
gazeta w Polsce) wypowiedź,
która szkodziła Jego dobremu
imieniu. Być może niektórzy z
nas uznają to zdanie za
kiepski żart i powiedzą, że
jestem naiwny. Ja wolę być
naiwny niż zniechęcony. Wolę
tez być naiwnym niż być
draniem.
Wracając jednak do rzeczy. Na
pewno wielu z nas zwyczajnie
boi się pisać, nawet
anonimowo. Nie potępiam
nikogo, bo sam też się nie
podpisuję. Ale pracowników
uczelni jest w Polsce
kilkadziesiąt tysięcy i trudno
uwierzyć, że boją się wszyscy.
Nie mają powodów do obaw
emeryci. Nie musza się bać
profesorowie. Nie mają też
powodów do strachu ci, którzy
z uczelni odeszli. To nie jest
tylko strach. To obojętność i
brak wyobraźni. Może również
brak informacji o tym, co się
w istotnych dla środowiska
sprawach dzieje. Na pewno też
powszechny brak czasu. Jest
chyba jednak jeszcze jakaś
durna tradycja polegająca na
powszechnej akceptacji
hermetyczności środowiska
nauki i szkół wyższych. Ja nie
potrafię tego jasno wyrazić,
ale my tak bardzo
przyzwyczailiśmy się do
;prania brudów w własnym domu,
że inaczej nie potrafimy.
Tymczasem wygląda na to, że
środowisko utraciło chyba
nawet znacznie wcześniej ;
możliwość samooczyszczenia i
to, co uważane było kiedyś za
cnotę, dziś stało się
najcięższym naszym grzechem.
Szczególnie przeraża postawa
gremiów i pojedynczych osób
związanych w jakimś sensie z
nauczaniem etyki, filozofii
czy innych ;społecznych nauk.
Ja ciekaw jestem jak ludzie ci
będą opowiadać studentom o
wartościach przeróżnych,
godności człowieka i podobnych
bredniach. Co zrobią, gdy
jakiś zagubiony student zapyta
o postawę w stanie wojennym i
wewnętrznej emigracji? A jak o
tym, że nie dostrzegli
artykułu prof. Węgleńskiego?
Główną winą Wieczorka nie jest
wcale ani wskazywanie nadużyć,
ani - co mu się imputuje -
podważanie autorytetów ani też
odgrywanie się na asach stanu
wojennego przez robienie szumu
w mediach. Inni też to robią.
Czasami nawet ostrzej. Winą
Wieczorka jest próba obudzenia
czegoś na kształt poczucia
wartości w ludziach, których
system tego poczucia pozbawia.
Ja nie twierdzę, że jest to
zawsze dobre (demokracji bez
tego jednak nie ma). Problem w
tym, że często jest, bo bywa i
tak, że głupi, ale ustawiony
szef niszczy podwładnego.
Często z przyczyn osobistych
(bywa, że boi się konkurencji)
hamuje jego jaki to się
ładnie mówi rozwój naukowy,
ale głównie wychowuje go do
bycia takim draniem jak on
sam. I to jest najgorsze, bo
zabija nadzieje na poprawę.
Człowiek trzymany przez lata w
sytuacji poniżania sam będzie
potem podobnie traktował
innych. I koło się zamyka.
Pogląd, że same, najgłębsze
nawet, reformy robione przez
takich ludzi cokolwiek dadzą,
to utopia. Ja przez długi czas
uważałem, że prof. Turski ma
kwalifikacje inkwizytora. Dziś
widzę, że jest to wyjątkowo
łagodny człowiek. Co gorsza
zupełnie niezwiązany zawodowo
z żadnym nauczaniem etyki
fizyk. Na razie Turski robi za
biblijnego Lota (nie dlatego,
że ucieka, ale dlatego, że
jedyny), ale może i tu coś się
zmieni. Wieczorek i Turski
będąc - jak zrozumiałem -
przeciwnikami w dziedzinie
propozycji sposobów naprawy
tego co jest, są jednak zgodni
co do tego, że naprawiać
trzeba. I że nie chodzi o
zmiany kosmetyczne, ale
zasadnicze. Zgadzają się też
chyba w tym, że zmiana ta
obejmować powinna zmianę
zbiorowej mentalności
środowiska poprzez wymianę
jego elit. I tu upatrywałbym
jakąś szansę. Obaj robią
bardzo dobrą robotę. Oby się
nie wypalili. Mnie się wydaje,
że takie głosy jak Wieczorka
czy Turskiego są trochę za
słabo słyszalne. To dobrze, że
na tym portalu ludzie
zabierają głos, coś piszą,
dyskutują czy choćby skarżą
się na doznane krzywdy. Lepiej
tu niż wcale. Ale ten,
znakomity zresztą, portal nie
jest i chyba długo jeszcze nie
będzie poza środowiskiem
znany, a zamykanie
problematyki do grona ludzi
związanych z nauką czy
edukacją jest pozbawione
sensu. Tu wszyscy sytuację
znają, a niektórzy nawet
uwierzyli w swój geniusz i
naturalność posiadanych praw.
W żadną dyskusję wciągnąć się
nie dadzą, a takich jak
Wieczorek widzieć będą zawsze
jako szkodników psujących
efekty ich ciężkiej pracy. O
tym, że władza demoralizuje
wiedzieli już Rzymianie. Nie
oznacza to jednak, że wie o
tym człowiek, który naszą
naukę i edukacje utrzymuje ani
głosujący nad prawem o
szkolnictwie wyższym poseł.
Ludzie są bierni i takimi
chyba pozostaną. Nikt nie
lubi, gdy inny człowiek burzy
mu jego obraz świata albo
tylko zmusza do myślenia.
Jeśli jednak tego nie zrobimy,
to powinniśmy sami założyć
sobie końskie okulary i
obroże, a smycz dać we
właściwe ręce. Albo zwiewać
gdzie pieprz rośnie. I nigdy
już nie wracać.
Wańka Wstańka |
| autor: ~Wańka Wstańka |
|
| Kwalifikacja wypowiedzi
Węgleńskiego - 2005-01-08 08:23:33 |
| Wątek dotyczący dr Wieczorka
jest personalnym, publicznym
(ogłoszonym w prasie o
ogólnopolskim zasięgu)
zniesławieniem osoby i jako
takie kwalifikuje się do
skierowania do sądu.
Sadzę, że cała strona www
Gazety Wyborczej została
wycofana wraz z dyskusja aby
zatrzeć ślady. Pomówienie jest
przestępstwem a łamy GW
przestępczą działalność
ułatwiają. |
| autor: kontest |
|
| Jasełka nadzwyczaj mobilne - 2005-01-07 19:34:08 |
| Dyskusja jasełkowa przeniosła
ię na stronę:
http://forum.gazeta.pl/forum/7
2,2.html?f=32&w=12951752&a
mp;wv.x=2&a=19218178
Na tej stronie jest również
podany odnośnik do tekstu
Węgleńskiego.
Kiedy nie można zaatakować
myśli, atakuje się myśliciela.
(Paul Valery)
Jeśli problem nie dotyczy
meritum, ponieważ rektor
Węgleński w swojej wypowiedźi
dokonuje również krytyki
szkolnictwa wyższego w Polsce
to czego własciwie dotyczy?
Otóż dotyczy autorytetu.
Profesor Węgleński pracujący
jak pisze na UW od 40 lat a od
pięciu lat
sprawujący funkcję Rektora UW
uzurpuje sobie wyłączność na
działalność
opiniotworczą.
Według prof. Węgleńskiego, dr
Wieczorek nie ma prawa ani
dokonywać jawnych
krytyk obecnego systemu
szkolnictwa a tworzenie
innego, poza uczelnianego
środowiska opiniotwórczego
jest nieuprawnionym złem
społecznym.
Problem w tym, ze autorytetu
nie buduje się ani wysługą lat
ani funkcjami
sprawowanymi na uczelni ani
tytułami naukowymi przyznanymi
przez polską Komisje
d/s nadawania Stopni i Tytułów
Naukowych.
Autorytet to:
1. czytelność osiągnięć
naukowych mierzony dorobkiem
naukowym (ilością
publikacji, rangą czasopism
naukowych w których są
publikowane, indeksem cytowań
oraz aktywnością zawodową
(publikacje popularyzujace
wiedzę, składane wnioski o
granty, składane wnioski o
prowadzenie wykładów, itp)
2. czytelność integralnośći
osoby (czyny osobiste
potwierdzają wygłaszane
postulaty)
3. podejmowanie działań
publicznych bez zwracania
uwagi na ryzyko personalne
4. wyrazistość w określeniu
społecznego celu podejmowanych
działań
ad.1
dr Wieczorek prowadzi
działalność jawną: upublicznił
swój CV, każdy może mieć
łatwy w jego dorobek naukowy,
ba nawet sprwadzić indeks
cytowań jego prac w
ciągu ostatnich kilku lat,
pomimo faktu, że od wielu lat
jest pozbawiony
mozliwości pracy naukowej.
ad.2
integralność osoby jest
wpisana w CV dr Wieczorka. W
jej ocenie pomaga
prześledzenie okresów w
których podjął studia, kiedy
zrobił doktorat, kiedy
pojawiły się problemy na
uczelni, kiedy wreszcie został
z uczelni wyrzucony
ad.3
Ryzyko jakie dr Wieczorek
podjął nie sprzyja mu w
powrocie na uczelnię.
ad. 4
Cel dr Wieczorka jest jasny.
nie działa na rzecz własnego
powrotu na uczelnię,
tylko o dokonanie epokowej
reformy szkolnictwa wyższego w
Polsce Dzięki powyżej
omówionym czterem wyznacznikom
autorytetu dr Wieczorek jest
organizatorem ruchu
na rzecz współczesnej,
odpowiadajacej standardom
swiatowym reformy nauki i
szkolnictwa wyższego w Polsce.
Kadencyjność funkcji Rektora
UW nie pozwoli prof.
Węglęńskiemu zabłysnąć na polu
tej reformy. Na szczęście.
P.S. Gwiazda zgasła szybciej
niż możnaby pomyśleć!
|
| autor: ~Ewa Kostarczyk |
|
| Mobbing uczelniany - 2005-01-07 16:37:54 |
| Na forum pojawił się wątek o
mobbingu uczelnianym. Trudno o
lepszą egzemplifikację
mechanizmów tego zjawiska niż
fragment wypowiedzi pana
rektora dotyczący J.
Wieczorka. Robi się to tak:
wykorzystując własny autorytet
poparty zajmowanym
stanowiskiem należy publicznie
podważyć kompetencję ofiary,
stawiając wyssane z palca,
lecz niesprawdzalne zarzuty.
Nie jest przy tym istotne, że
autorytet naukowy nie posiada
żadnej znajomości tematu, na
który się wypowiada, ważne, że
ma autorytet i stanowisko. |
| autor: khmara |
|
| Czy naprawdę szkoły
przekrętów? - 2005-01-07 10:14:51 |
| Z powodu usunięcia tekstu Czy
naprawdę szkoły przekrętów?
z portalu GW gdzie był
dostępny pod adresem:
http://serwisy.gazeta.pl/wybor
cza/1,34474,2461098.html
tekst zostaje umieszczony na
NFA aby polemika z tezami
Rektora UW przedstwina w
artykule "Jaselka
akademickie z Rektorem UW w
roli Heroda" była
czytelna.
Czy naprawdę szkoły
przekrętów?
prof. Piotr Węgleński *
22-12-2004 , ostatnia
aktualizacja 22-12-2004 21:57
Skąd tak zła prasa polskich
uniwersytetów? Myślę, że
chodzi po prostu o chęć
zaistnienia dziennikarza
poprzez ujawnienie skandalu.
Profesor zajmuje pierwsze
miejsce na listach zawodów
cieszących się największym
zaufaniem społecznym, jest
więc zwierzyną wartą dużo
większego zachodu niż np.
polityk - pisze rektor
Uniwersytetu Warszawskiego
Po lekturze artykułu
"Uniwersytet
korupcji" zamieszczonego
we "Wprost" (z 5
grudnia br.) pomyślałem, że
gdybym chciał się dostosować
do obowiązującego stylu, te
uwagi powinny być zatytułowane
"Tygodniki kłamstwa"
lub "Dziennikarze
oszuści".
Uniwersytety przedstawiane są
w mediach w wyjątkowo złym
świetle, czemu towarzyszy
podawanie nieprawdziwych
informacji. Przywołany artykuł
zawiera zdanie:
"Kupowanie indeksu - cena
jest uzależniona od prestiżu
uczelni - miejsce na prawie UW
kosztuje ponoć 50 tys.
zł". Chodzi oczywiście o
łapówkę. Pięcioletnie
magisterskie studia wieczorowe
na wydziale prawa UW kosztują
35 tys. zł. Jaki szaleniec
chciałby zapłacić 50 tys. za
coś, co może uzyskać legalnie
za dużo mniejszą kwotę?
W listopadzie
"Newsweek" pisał o
złym traktowaniu studentów
zagranicznych przez UW.
Student z Bułgarii skarży się,
że za akademik płaci 400 zł
miesięcznie, podczas gdy
student polski płaci 200 zł.
Autorowi nie przyszło do
głowy, żeby tę informację
sprawdzić. W rzeczywistości
student polski płaci 360 zł, a
różnica 40 zł wynika z tego,
że studenci zagraniczni płacą
za dodatkowe wyposażenie
pokoi.
W lutym ten sam tygodnik
zamieścił zdjęcie
remontowanego budynku Akademii
Medycznej w Warszawie z
podpisem: "Materialną
nędzę państwowych uczelni
widać na każdej z nich. Na
zdjęciu Uniwersytet
Warszawski".
W artykule "Niższe szkoły
wyższe"
("Polityka" z 2
października br.) autor
opisuje "gehennę
studentów wieczorowych
wydziału prawa UW
przyjmowanych w liczbie kilku
tysięcy" i odsiewanych na
egzaminie z logiki, by znaleźć
miejsce dla następnej puli
studentów płacących za studia.
W tym roku na prawo przyjęto
669 studentów wieczorowych, a
odsiew na egzaminie z logiki
wyniósł 19 proc. Gdyby
uniwersytet chciał dużo
zarabiać kosztem jakości
studiów, to przecież w ogóle
nie "odsiewałby"
studentów na egzaminach.
W tym samym artykule czytamy,
że "polskie uczelnie
zastygły w organizacyjnym i
intelektualnym bezruchu"
i stanowią "ostatnie
skanseny zarządzania
socjalistycznego". Autor
nie zauważył niesłychanego,
niespotykanego w żadnym kraju
europejskim rozwoju
szkolnictwa wyższego, prawie 2
mln studentów, powstania
niezwykle prężnego sektora
szkół prywatnych, ogromnego
wzrostu majątku trwałego szkół
publicznych, które
wykorzystują boom edukacyjny
do inwestowania w budynki i
infrastrukturę.
Dalej czytamy, że
"profesor uczelni
państwowej otrzymuje (bez
dodatku) niewiele ponad 2,5
tys. zł brutto".
Tymczasem profesor zwyczajny
otrzymuje 3750-6100 zł, a
profesor uczelniany 3500-5600
zł, przy czym wielu profesorów
podwaja lub potraja swe
dochody, pobierając dodatkowe
wynagrodzenie za wykłady na
studiach wieczorowych i
zaocznych oraz granty za prace
badawcze. Dodam, że
wynagrodzenie adiunkta wynosi
obecnie 2650-4100 zł, a
asystenta 1700-2600 zł.
29 listopada II program TVP
pokazał audycję "Wojna
margaryny z masłem, czyli
oszuści w gronostajach"
(w cyklu "Warto
rozmawiać" ). Jan
Pośpieszalski prowadził
program w taki sposób, że
wszyscy widzowie musieli
uznać, iż wyższe uczelnie są
jedynie gniazdem oszustów i
plagiatorów.
Gdzie ta góra lodowa?
Pracuję na UW od ponad 40 lat.
Od pięciu lat jestem rektorem
tej uczelni. Nigdy i nikomu w
powojennej historii naszej
uczelni nie postawiono zarzutu
wzięcia łapówki za przyjęcie
na studia czy pozytywną ocenę
na egzaminie. Gdyby taki
zarzut wysunięto, natychmiast
wszczęte zostałoby
postępowanie dyscyplinarne, a
winny zostałby wyrzucony z
pracy. Zapewne przypadki
korupcji się zdarzają, ale z
pewnością są bardzo rzadkie
zarówno w szkołach
publicznych, jak i prywatnych.
Mogę z całą stanowczością
stwierdzić, że nie mają one
miejsca na Uniwersytecie
Warszawskim.
Zła prasa, jaką mają wyższe
uczelnie, wiąże się z
ujawnioną ostatnio przez
"Gazetę" sprawą
przyjęć studentów na wydział
prawa Uniwersytetu Gdańskiego.
Nadużycia popełniane przy
rekrutacji spotkały się z
powszechnym potępieniem,
konferencje rektorów podjęły
uchwały wskazujące na
niestosowność ujawnionych
praktyk i wezwały wszystkie
uczelnie do przejrzenia
regulaminów rekrutacyjnych.
Warto dodać, że na UW i na
wszystkich uczelniach
warszawskich "miejsca
rektorskie" nie istnieją
od ponad 20 lat.
W ciągu ostatnich 20 lat na
moim uniwersytecie,
zatrudniającym prawie 3 tys.
nauczycieli akademickich,
mieliśmy do czynienia z dwoma
przypadkami plagiatów. Znane
mi jest kilkanaście przypadków
plagiatów popełnionych przez
pracowników innych uczelni
polskich, a także
kilkadziesiąt plagiatów
popełnionych w uniwersytetach
zagranicznych. Czy to
wierzchołek góry lodowej? Nie
sądzę. Plagiator historyk może
przedstawić jako swoją pracę
innego historyka, ekonomista -
ekonomisty, fizyk - fizyka.
Jest więc mało prawdopodobne,
by plagiat pozostał
niewykryty. Jego ujawnienie
wiąże się na ogół z utratą
stanowiska i - co dla wielu
profesorów jest dużo bardziej
bolesne - utratą dobrego
imienia.
Innym zjawiskiem jest
kupowanie prac dyplomowych
przez studentów. Rozmiar tego
procederu nie jest znany, ale
- sądząc z liczby ogłoszeń w
internecie - musi istnieć
spore zapotrzebowanie na takie
usługi. Rektorzy podjęli wiele
działań mających na celu
wyeliminowanie tego zjawiska.
Po pierwsze, coraz więcej
uczelni wprowadza komputerowy
system "Plagiat",
który pozwala na wykrywanie
zapożyczeń z innych prac
magisterskich lub prac
opublikowanych. Po drugie,
każdy student musi złożyć
pisemne oświadczenie, że pracę
wykonał samodzielnie. W razie
popełnienia plagiatu nie tylko
utraci dyplom, ale będzie
ścigany za oszustwo.
Planuje się też wprowadzenie
zasady, by egzamin magisterski
był prowadzony bardzo
rygorystycznie, z udziałem
egzaminatorów z innej uczelni,
a jego ocena powinna ważyć
więcej na ostatecznym wyniku
studiów niż ocena pracy
magisterskiej.
Uczelnie wprowadzają też
ograniczenia liczby
magistrantów, którymi
opiekować się może jeden
profesor. Niedopuszczalne jest
kierowanie 30 pracami
magisterskimi. Na wydziałach
matematyczno-przyrodniczych,
gdzie magisteria mają
charakter prac
eksperymentalnych wykonywanych
pod opieką profesorów i
asystentów, możemy mieć
pewność, że prace wykonywane
są samodzielnie.
Polskie piekło
Czytając to, co piszą
tygodniki o Uniwersytecie
Warszawskim, nie mam
najmniejszego zaufania do
tego, co piszą o innych
polskich uczelniach. Wystarczy
zacytować tytuły:
"Profesor przekręt"
("Newsweek" z 29
lutego br.), "Wyższa
szkoła odwołań"
("Przekrój" z 3
października), "Niższe
szkoły wyższe"
("Polityka" z 2
października), "Prof. dr
hab. dożywotni"
("Polityka" z 24
lipca), "Profesor pod
ochroną"
("Newsweek" z 8
sierpnia), "Cholera w
Sejmie. Trzeba zdemontować
korbę do zatrutej akademickiej
studni i odkazić chlorem
rury" ("Wprost"
z 8 sierpnia).
Nie spotkałem natomiast
krzyczących tytułów w rodzaju:
"Polscy studenci zdobyli
mistrzostwo świata w
programowaniu",
"Polscy archeolodzy
odkryli w Aleksandrii
najstarszy uniwersytet
świata", "Profesor
Tarkowski zdobył japońskiego
Nobla za odkrycia w dziedzinie
embriologii". Daję
przykłady osiągnięć osób
wywodzących się z UW, a
przecież kilka innych polskich
uczelni też ma się czym
pochwalić.
Skąd bierze się w mediach
atmosfera tak niechętna
polskim uczelniom? Nie wydaje
się, by mogła tu zaważyć
sprawa przyjęć na studia na
Uniwersytet Gdański, który
zresztą przyznał się do
popełnienia błędów i stara się
je naprawić. Atak ten nie jest
też podyktowany troską o
jakość nauczania. Gdyby tak
było, to skoncentrowałby się
na szkołach najgorszych - a są
w Polce uczelnie o poziomie
skandalicznym. Wystarczy
poprosić członków Państwowej
Komisji Akredytacyjnej o listę
szkół, które zostały
zlikwidowane albo są w trakcie
likwidacji z powodu żenującego
poziomu kształcenia.
Myślę, że chodzi po prostu o
chęć zaistnienia dziennikarza
poprzez ujawnienie skandalu.
Profesor uniwersytetu od lat
zajmuje pierwsze miejsce na
listach zawodów cieszących się
największym zaufaniem
społecznym, dla dziennikarzy
jest więc zwierzyną wartą dużo
większego zachodu niż np.
polityk ("Mamy cię,
profesorze" - "Życie
Warszawy" z 25
października br.).
Podejmowanie prób niszczenia
autorytetów jest ulubionym
zajęciem żurnalistów. Być może
jest to syndrom
"polskiego piekła" -
każdy Polak, który się wybił i
cieszy uznaniem, powinien jak
najszybciej zostać
zdyskredytowany.
Znaleźć właściwą miarę
Dziennikarze piszący o
uniwersytetach wykorzystują
jako ekspertów ludzi
wywodzących się ze środowiska
akademickiego, którzy nie
odnieśli sukcesu naukowego, a
dziś odreagowują swe
frustracje, oczerniając
uczelnie i swoich kolegów.
Szczególnie popularny jest dr
Józef Wieczorek, adiunkt UJ
usunięty z tej uczelni (a
później z innych placówek
naukowych) za niekompetencję,
który z pomocą dziennikarzy
prowadzi prywatną wojnę ze
środowiskiem akademickim.
Rzadko się zdarza, by rozmówcą
dziennikarza był wybitny
uczony, człowiek o wielkim
autorytecie, który mógłby
mądrze i prawdziwie
przedstawić problemy uczelni i
nauki. Faktem jest, że takich
ludzi trudno zachęcić do
udziału w dyskusjach
telewizyjnych, gdyż nie chcą
występować w towarzystwie
"oszołomów" i
awanturników.
Bardzo dobrą robotę wykonuje
dr Marek Wroński z jednej ze
szkół medycznych w USA, który
ujawnił i nagłośnił kilka
skandalicznych przypadków
nieuczciwości naukowej na
polskich uczelniach. Wydaje
się jednak, że również i on
utracił poczucie proporcji i
wykryte przez siebie oszustwa
traktuje jako normę, a nie
jako godny pożałowania
wyjątek. Dr Wroński nie
protestuje, gdy wywiady z nim
opatrywane są nagłówkami w
rodzaju: "Środowiska
akademickie w Polsce opanowała
plaga plagiatów"
("Życie Warszawy" z
25 października br.).
Oprócz sukcesów polskie
uczelnie mają również wiele
problemów. Brakuje nam
systemów rzetelnej i ostrej
oceny działalności naukowej i
dydaktycznej, zwłaszcza
samodzielnych pracowników
naukowych. Wielu z nich
zaniedbuje swe obowiązki,
ucząc w dwóch lub więcej
szkołach, podejmując zbyt
wiele zobowiązań poza
macierzystą uczelnią. Wciąż
jeszcze obowiązuje u nas
system "opiekuńczy",
który nie pozwala rozstać się
z pracownikiem nierokującym
większych nadziei, by zastąpić
go młodszym i zdolniejszym.
Jest to zresztą bolączką wielu
uniwersytetów europejskich,
które przegrywają konkurencję
z amerykańskimi, słynącymi z
ostrej selekcji kadry
nauczającej. Wydaje się, że
poziom doktoratów w Polsce się
obniża - i jest to wynikiem
nierzetelnych, zbyt
pobłażliwie pisanych recenzji.
Również w przypadku
habilitacji i profesur zbyt
często mamy do czynienia z
recenzjami grzecznościowymi i
przyznawaniem tytułów
naukowych osobom na to
niezasługującym. Zdarza się to
nawet na Uniwersytecie
Warszawskim i nie sądzę, by na
innych uczelniach sytuacja
była lepsza. W wielu
dziedzinach brak nam
"lokomotyw" - ludzi
na miarę Stefana Banacha,
Jerzego Pniewskiego,
Stanisława i Marii Ossowskich
czy Władysława Tatarkiewicza.
Nie jesteśmy w stanie zapewnić
wystarczająco dobrych warunków
do prowadzenia pracy naukowej,
co powoduje, że wielu
najzdolniejszych polskich
uczonych pracuje za granicą.
Niektórzy z nich, jak
Aleksander Wolszczan, Bohdan
Paczyński, Piotr Słonimski,
Hilary Koprowski czy Leszek
Kołakowski, stanowią ozdobę
najlepszych uniwersytetów
zagranicznych i żal, że nasi
studenci nie mogą się z nimi
spotykać na co dzień.
Środowisko akademickie w
Polsce liczy 2 mln studentów i
kilkadziesiąt tysięcy
nauczycieli akademickich. Na
pewno znajdą się wśród nich
ludzie nieuczciwi. Nie sądzę
jednak, by było to środowisko
skorumpowane; w każdym razie
jest niewspółmiernie mniej
skorumpowane niż wiele innych
środowisk. Myślę, że
powinnością mediów jest nie
tylko opisywanie
nieprawidłowości, lecz przede
wszystkim pisanie prawdy, a
także rzetelne informowanie o
skali zjawisk patologicznych.
* Piotr Węgleński od 1999 roku
jest rektorem Uniwersytetu
Warszawskiego. Ma 65 lat,
biolog, specjalista w
dziedzinie genetyki
molekularnej |
| autor: ~nfa |
|
| List do Redakcji - 2005-01-06 20:23:16 |
| Artykuł profesora Węgleńskiego
sprawia przygnębiające
wrażenie. Oto Rektor
największego polskiego
uniwersytetu, szanowany uczony
i wieloletni profesor
wypowiada się w sposób, który
przypomina premiera
Rakowskiego podczas jego
pamiętnego spotkania z
intelektualistami. Nie
odpowiada na konkretne
zarzuty, ale globalnie na
wszystkie razem, bo przecież
to do Niego należy ostatnie
słowo. To bardzo nierówna
rozmowa. Profesor wymienia
chyba z 8 artykułów, które
Jego zdaniem są kłamliwe.
Konkretne kłamstwa wskazuje
jednak tylko w 3. Czytałam 2 z
nich i nie są to kłamstwa w
zasadniczych wątkach tych
artykułów. Zarzut, że artykuły
biorą się z chęci zaistnienia
dziennikarza poprzez
ujawnienia skandalu w uczelni
odnosi jednak do wszystkich
artykułów, bo profesor mówi,
że nie ma najmniejszego
zaufania do tego co piszą o
innych uczelniach. Zamiast
odnieść się do ujawnianych
przez doktora Wieczorka
patologii profesor Węgleński
pisze o nim bardzo źle jako o
usuniętym z pracy za
niekompetencję pracowniku UJ.
Ja znam sprawę bardzo
pobieżnie z dyskusji na jednym
z forów dyskusyjnych Gazety
Wyborczej, ale z tego co
zrozumiałam, to doktor
Wieczorek został usunięty za
zły wpływ na młodzież, a nie
za niekompetencję. Zamiast do
tego co doktor Wieczorek mówi
profesor Węgleński
ustosunkował się do doktora
Wieczorka osobiście i zrobił
ze swojej wypowiedzi bardzo
brzydką utarczkę słowną.
Zresztą zaraz po ostrej
krytyce doktora Wieczorka
profesor Węgleński powtarza
główne zarzuty stawiane przez
doktora Wieczorka polskiej
nauce i szkolnictwu wyższemu.
Brak oceny pracowników,
głównie samodzielnych, i
wieloetatowośc. Potem powtarza
też za Wieczorkiem, że poziom
doktoratów i habilitacji się
obniża, bo jest wiele
grzecznościowych recenzji. To
tak, jak gdyby profesor
Węgleński sam na siebie
nakrzyczał. To nie przystoi
profesorowi uniwersytetu.
Dostało się też doktorowi
Wrońskiemu za jego artykuł w
Życiu Warszawy". Nie znam
tego artykułu, ale jeżeli
doktor Wroński dobrze zrobił,
że ujawnił i nagłośnił te
plagiaty, to przecież jednym
artykułem nie mógł aż tak
zaszkodzić swojej dobrej
opinii. Prasa ma to do siebie,
że używa tytułów
"bijących po oczach"
żeby zachęcić ludzi do
czytania. I tak samo pisze o
wszystkich innych aferach. To
nie może być powód do
obrażania się na prasę, bo
jest ona potrzebna w
demokratycznym państwie. Teraz
Gazeta Wyborcza powinna
poprosić o wypowiedź doktora
Wieczorka i doktora Wrońskiego
żeby mogli odpowiedzieć na
zarzuty postawione im przez
profesora Węgleńskiego. W
przeciwnym razie ludzie będą
mówić, że jest stronnicza
albo, że boi się pisać źle o
profesorze uniwersytetu.
Ania z Zielonego Wzgórza |
| autor: ~Ania z Zielonego Wz |
|
|
|